Na półkach w księgarniach znaleźć można bogatą literaturę na temat picia wina. Z łatwością uzupełnić możemy braki w wiedzy, bądź rozwiać wątpliwości, gdy ogarnięci paniką przed ważnym przyjęciem, zastanawiamy się jakie wino podać gościom, w jakim szkle lub w jakiej kolejności.

Na temat ceremoniału picia nalewek literatura jest znacznie uboższa, a temat potraktowany wręcz po macoszemu. Powodem tego może być goszczenie na naszych stołach biesiadnych trunków mniej wyrafinowanych, do których spożywania wystarczy zwykła szklanka, bądź kieliszek, w niektórych kręgach nawet jeden na dwadzieścia osób.

Na całe szczęście pojawił się, a właściwie odrodził, zwyczaj wytwarzania i spożywania trunków znacznie szlachetniejszych, choć nieustępujących mocą, „popularnej konkurencji”, jakimi są nalewki.

Kilka słów o historii nalewek

W początkach naszej państwowości Polacy pili głównie piwo. Nalewki do Polski dotarły wraz z Henrykiem Walezym. Wśród najbardziej cenionych i popularnych wtedy trunków, znajdowały się miody sycone, a szczególnie napój zwany krupnikiem, który w rzeczywistości, prócz płynnej konsystencji, nie ma nic wspólnego z zupą.

Przodkowie nasi nalewki popijali głównie z rana - „na śniadanie”, by siły do walki i wigoru od rana nie brakowało. Cóż w tamtych czasach nie odbierano prawa jazdy.

Różnorodność nalewek wzrastała szybko. Wkrótce w każdym szlacheckim domu znajdował się całkiem spory zbiór wyśmienitych, samodzielnie wytwarzanych trunków, z których część, na przykład orzechówka czy piołunówka, pełnić zaczęły rolę medyczną.

Zamiast kropli żołądkowych - 3 naparstki anyżówki. To były czasy!

Na uwagę zasługuje fakt, że zwyczaj wytwarzania i spożywania nalewek pielęgnowany był tylko w zamożnych domach. Ludzie ubodzy wciąż pili czystą wódkę zwaną okowitą. Przepisy na szlachetne trunki były pilnie strzeżone i często przekazywane w testamentach kolejnym pokoleniom.

Wracając do dawnych zwyczajów z nalewkami związanych, najciekawszym zdaje się ten, z czasów Polski Szlacheckiej, kiedy to panny na wydaniu zbierały owoce na nalewkę. Samodzielnie musiały zorganizować zbiór owoców, bo przecież same ich nie zbierały, a później już osobiście spreparować eliksir. Jeżeli kawaler starał się o rękę panny i został poczęstowany nalewką oznaczało to nie mniej, nie więcej, tylko tyle, że zaręczyny zostały przyjęte. Krótko mówiąc podawanie nalewek było przeciwwagą dla podawania czarnej polewki.

Kolejny zwyczaj, szkoda, że już zapomniany, to produkowanie nalewek z okazji narodzenia dziecka. Zbiory owoców rozpoczynano, gdy kobieta spodziewała się dziecka, lecz nalewkę spożywano dopiero na jego ślubie! I jak się ma nasza dzisiejsza pępkówka do takich rytuałów? Trzeba było mieć silną wolę i wielką piwnicę!

W dzisiejszych czasach, ani piwnic, ani stołów tak wielkich nie mamy, a jednak nalewki po długich latach nieobecności powracają na polskie stoły, wypierając z nich czystą wódkę. I tu zaznaczyć należy, że w lepszym tonie jest podjąć gości domową nalewką niż najlepszą „czystą”.

Oceń artykuł:
Kategorie: Savoir-vivre
Działy: Drogeria - Strefa męska,