źródło: Lenichka - Fotolia.com

Przedwiośnie należy do zajęcy. Teoretycznie, bo jest ich coraz mniej. Całkiem możliwe, że jedyną okazją popatrzenia na popularnego niegdyś szaraka będzie wielkanocny stół.  

Zając jest zwierzakiem historycznym. W wielu kulturach, począwszy od starożytności, był symbolem odradzającej się przyrody, wiosny i płodności. W XVII wieku skojarzono go z jajkiem wielkanocnym. Do Polski wielkanocny zajączek dotarł prawdopodobnie z Niemiec na początku XX wieku. Koszyczki z niespodziankami od zajączka i z kolorowymi jajami wielkanocnymi, łakociami, a później także prezentami chowano w ogrodzie lub w różnych skrytkach domowych, zaś dzieci szukały ich od wczesnego ranka w Niedzielę Wielkanocną. Takie mamy czasy, że łatwiej znaleźć prezent od zajączka niż zajączka w naturze.

Parkoty

Dziś zobaczyć szaraka to prawie jak ujrzeć białego kruka. Z tym przedwiośniem też już nie to samo. Jak przez mgłę, ale pamiętam moje pierwsze wyprawy z ojcem. Miałam wtedy zaledwie kilka lat, a on koniecznie chciał pokazać mi parkoty. Kto dziś wie, co to parkoty? A i skąd ma wiedzieć, jeśli na polach nie tańczą już zakochane zające.

Wszystko zaczynało się na przełomie lutego i marca. Pamiętam przymglone lekkim mrozem rżysko. Słońce wzeszło może przed godziną i nie zdążyło roztopić nocnej szadzi. Siedzieliśmy wtuleni w siebie i samotny krzak strzegący miedzy. Moje malutkie serce waliło jak młot pneumatyczny. Wydawało mi się, że może przestraszyć oczekiwanych tancerzy. Nie przestraszyły się jednak. Najpierw pojawiły się dwa, a raczej dwoje. On i ona udająca spłoszoną sarnę. Uciekała, a zakochany zając podążał za nią w zalotnych pląsach. Wcale nie przejmowały się naszą obecnością. Podbiegły na kilka metrów i nagle w zajęczycę wstąpił duch walki. Wyglądała jak kangur, gdy stanąwszy słupka, zaczęła boksować natrętnego amanta. Szczytem wszystkiego był wymierzony mu kopniak. Prawdziwe igrzyska zobaczyliśmy, gdy do znajomej już pary dołączyły inne zające. Z każdą chwilą przybywało zalotników i panien na wydaniu. Biegały, wykonując zaprzeczające prawom fizyki salta, boksowały się i kopały. Wyglądały tak, jakby zapomniały o czyhających na nie zagrożeniach. Za nic miały wiejskie psy, myszołowy i lisy. Zapamiętały się w szalonym tańcu miłości. Na nasze szczęście, bo mogliśmy obejrzeć cały spektakl. Aż do końca, gdy skończyła się walka, a zaczęło uwodzenie. Potem już tylko miłość, aby dać rżysko i pole do popisu następnym pokoleniom.

Udawaj, że cię nie ma

Na nic zdały się ich starania. Wystarczyło jedno ludzkie pokolenie, aby zabrać zającom nie tylko „arenę”, ale także dom. Kiedyś na polach „malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem” było co jeść, a że „wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą zieloną, a na niej z rzadka ciche grusze siedzą”, zające znajdowały schronienie. Szczególnie gdy na świat przychodziły dzieci parkotów.

Małe zajączki są zupełnie bezbronne. Jedyną ich ochroną jest wtopić się w otoczenie. Właśnie dlatego zajęcze maleństwa nie mają zapachu. Rodzą się dobrze rozwinięte i mają wręcz wdrukowaną zasadę: udawaj, że cię nie ma. 

Oceń artykuł:
Działy: Czas relaksu - Wokół nas, Dobro czyń - Zwierzęta, Kobieta skarbu - Między nami,