Jak z płatka

Nawilżają, łagodzą, rozjaśniają. Po ich użyciu skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Maseczki w płachcie to prosty, wygodny i niedrogi sposób na domowe spa.

fot. Shutterstock.com

fot. Shutterstock.com


Choć wyglądają niepozornie, są prawdziwym kosmetycznym dobrodziejstwem. Maseczki w płachcie (albo „w płacie”) to po prostu kawałek cienkiej tkaniny nasączonej substancjami aktywnymi oraz innymi cennymi składnikami, z wyciętymi otworami na oczy, nos i usta. Działają na zasadzie okluzji, tworząc ultranawilżający kompres dla skóry. Wykorzystanie tkaniny umożliwia zachowanie dużej ilości dobroczynnych składników w postaci płynnej na powierzchni skóry i zapobiega ich spływaniu z twarzy. Ponadto pod materiałem wytwarza się ciepło, dzięki czemu skóra lepiej chłonie dobroczynne składniki. Dlatego też po nałożeniu maseczki można odczuwać lekkie mrowienie – to znak, że składniki działają, wnikając w głąb naskórka.



Zanim sięgniemy po maskę, należy dokładnie oczyścić i osuszyć skórę (aby zwiększyć efektywność zabiegu, można też zastosować łagodny peeling), a następnie zdjąć foliowe warstwy ochronne i nałożyć maseczkę na twarz, delikatnie ją wygładzając, aby dokładnie przylegała do powierzchni skóry. Przewagą maseczek w płachcie nad tymi tradycyjnymi jest to, że nie trzeba ich ścierać, niepotrzebnie podrażniając przy tym skórę. Ich lekka, wodna konsystencja sprawia, że szybko się wchłaniają i nie ma potrzeby ich spłukiwania; pozostałości wystarczy delikatnie wklepać opuszkami palców. Po zdjęciu maski można dodatkowo nałożyć na twarz i szyję lekkie serum, a następnie krem. Latem warto trzymać maseczki w lodówce – dzięki temu będą dodatkowo odświeżały i chłodziły. Dla najlepszych rezultatów zabieg warto wykonywać 1-2 razy w tygodniu.

Dotyk Orientu

Moda na jednorazowe maski w płachcie przyszła do nas z Azji. Koreanki, Japonki i Tajki mają obsesję na punkcie jasnej, świetlistej cery. Nic dziwnego więc, że nałogowo – nawet codziennie! – stosują tzw. sheet masks, czyli właśnie maski w płachcie, przy czym one akurat najchętniej wybierają te o działaniu wybielającym.

W składzie masek znajdują się m.in. arbutyna, która ma właściwości rozjaśniające, kwas hialuronowy, witaminy C i E, ekstrakt z pereł oraz rozmaite wyciągi z ziół, roślin, owoców i warzyw, m.in. zielonej herbaty, drzewa herbacianego, bergamotki, awokado, aloesu, ogórka, granatu, róży, miodu czy brzoskwini. Azjatyckie maseczki nieraz zawierają też dość zaskakujące dla Europejczyków składniki, jak śluz ślimaka (wyrównuje koloryt skóry, ujędrnia i uelastycznia) albo jad węża czy pszczoły, łagodzący napięcie mięśni twarzy, który działa na podobnej zasadzie jak botoks – tyle że bez użycia igły. W Azji można na każdym kroku kupić maski w zabawnych formach, np. w kształcie pyszczków kota, małpy lub pandy, a nawet twarzy znanych osób. Popularne są też maski w kapsułkach, które wystarczy lekko nasączyć wodą, aby zmieniły się w nawilżający płatek.


Tekst: Anna Wilk