Róż i błękit. Rozmowa z wizażystką Anią Gleń

O tym, co będzie modne na wiosnę i dlaczego warto bawić się makijażem, opowiada wizażystka Ania Gleń.

fot. Rana Hasanova/Shutterstock

fot. Rana Hasanova/Shutterstock


Aniu, skąd pomysły na makijaże, które proponujesz Polkom?

Śledzę pracę światowych wizażystów i projektantów mody, ale równie ważne jest dla mnie obserwowanie kobiet w moim otoczeniu. Wiem, co Polki lubią i cenią, a czego się boją. Dlatego z wielu światowych trendów wybieram tylko te, które moim zdaniem pasują do naszego stylu. Lubię również modyfikować odważne awangardowe propozycje z wybiegów, by miały szansę zaistnieć u nas, choćby tylko w jakiejś części.

 

Jakimi trendami chciałabyś zainteresować nas w tym sezonie?

Trendy na wiosnę i lato 2017 są mocno zróżnicowane. I dobrze, bo każda kobieta znajdzie coś dla siebie. Polki na pewno pokochają brązowe smoky eyes – bo to bezpieczna klasyka, a jednocześnie ich ukochany kolor na powiekach. Idealnie sprawdzi się na co dzień, do pracy, a jeśli dodamy czarną kredkę, będzie doskonałą propozycją wieczorową. W dalszym ciągu króluje make-up no make-up (naturalny – red.), choć teraz jeszcze większą wagę niż do tej pory przywiązujemy do rozświetlenia skóry, żeby uzyskać efekt świeżości. Oczywiście, jak każdej wiosny, pojawią się nowe kolory – niebieski na powiekach, a różowy nie tylko na ustach i policzkach, ale też w makijażu oczu. Liczę na to, że Polki przestaną w końcu uważać, że niebieska powieka jest zbyt krzykliwa i mało elegancka. To wdzięczny kolor, trzeba tylko umiejętnie zadbać o resztę makijażu, nie przesadzić z jego intensywnością.

Do różu na pewno łatwiej będzie przekonać wszystkich – zarówno młode, jak i dojrzałe kobiety, bo to delikatny, świeży i odmładzający kolor. Zawsze zachęcam wszystkie panie, by nawet w codziennym makijażu odważyły się na odrobinę szaleństwa. Może to być choćby inny niż przez ostatnie pięć lat odcień pomadki, dodanie odrobiny różu, lub drobny akcent kolorystyczny na powiekach. Zwłaszcza w tym sezonie – bo  trendy sprzyjają. Chodzi w nich głównie o zabawę kolorem, a nie o jakieś szczególnie trudne techniki.



Czy kobiety w Polsce są otwarte na nowinki w makijażu?

Staram się zawsze tłumaczyć, że to jest tylko makijaż, że przecież w każdej chwili mogą go zmyć, dlatego warto się odważyć na eksperymenty. Jeśli nie będą zadowolone z próby, to przynajmniej dowiedzą się, że to nie dla nich. Uwielbiam pracę ze zwykłymi kobietami – matkami, córkami, żonami. Wiem, że są zabiegane. Wstają rano i mają 15 minut na zrobienie makijażu. Jestem szczęśliwa, jeśli mogę nauczyć je, jak najlepiej wykorzystać ten czas.

 

Mówisz im, że nie da się zrobić makijażu bez...?

Korektora (rozświetlacza pod oczy). Moim zdaniem to  najważniejszy produkt.

 

A kosmetyk, który działa jak czarodziejska różdżka?

Pomadka. Szybko uzyskasz nią każdy look – od dziewczęcego po wampa.

 

Co uważasz za swój największy sukces zawodowy?

Kilkanaście lat temu powiedziałam sobie „będę makijażystką” – i dopięłam swego. To mój największy sukces zawodowy. Ucieszyła mnie możliwość pracy z Rossmannem, bo ta marka jest dla mnie symbolem pielęgnacji wielu polskich kobiet.

 

Od kiedy pasjonujesz się makijażem?

Już jako dziewczynka, a później nastolatka, bawiłam się kolorowymi kosmetykami przywożonymi przez mamę z zagranicy.
U nas, w Polsce, jeszcze ich nie było. Godzinami siedziałam zamknięta w pokoju, eksperymentując przed lustrem. Po studiach miałam „romans” z typową pracą za biurkiem i choć ją lubiłam, to czułam, że nie robię tego, do czego jestem stworzona. Idąc za głosem serca, skończyłam szkołę makijażowo-stylizacyjną, po której szybko znalazłam pracę. Ciągle jeżdżę na kursy doszkalające z makijażu i technik szkolenia, bo chciałabym umieć tę swoją wiedzę jak najlepiej przekazywać.


Rozmawiała: Zofia Kociołek-Sztec