Sekrety boskich rzęs

Każda kobieta marzy o długich, gęstych, czarnych jak smoła rzęsach. Najlepiej naturalnych. Ale co, jeśli natura była skąpa? Zrobimy wszystko, by stworzyć ich iluzję.

fot. Getty Images


Malowanie oczu jest starsze niż piramidy, dowodzą wykopaliska z Mezopotamii sprzed 4 tys. lat. Na dobre zaczyna się w starożytnym Egipcie. Pustynny wiatr, piach i ostre słońce szkodzą oczom. Aby je chronić, stosuje się khol: mieszankę minerałów, miodu, węgla, wody i… odchodów krokodyla. Oczy malują wszyscy, kobiety i mężczyźni. Khol zapobiega chorobom, upiększa i chroni przed złymi duchami. Później pokochają go Greczynki, po nich Rzymianki. Barwnik do dziś popularny jest w krajach Azji Środkowej.


fot. BE&W

Wynalazek Rimmela

W średniowieczu symbolem kobiecej urody staje się wysokie czoło. Elegantki usuwają brwi, golą nasadę włosów. Liczy się piękny wykrój oka, brwi i rzęsy mogą nie istnieć. W XVI w., za królowej Elżbiety I, oprawa oczu wraca do łask. Władczyni ma rude włosy, więc damy dworu fryzury i… rzęsy farbują na rudo. Same. Rozgniatają jagody, dodają popiół z kominka. Zdarza się, że po farbowaniu wszystkie rzęsy wypadają.

Domowe sposoby stosują też kobiety epoki romantyzmu (koniec XVIII i XIX w.), brwi i rzęsy podkreślają sadzą, popiołem, palonym korkiem. Efekt ma być subtelny i naturalny. Ostry makijaż noszą tylko aktorki i prostytutki. Szansa na kosmetyk lepszy od palonego korka pojawia się dopiero w 1830 r. w Londynie. Francuz Eugène Rimmel, perfumiarz, wymyśla pierwszy na świecie tusz do rzęs: w kamieniu, ze sproszkowanego węgla, nakładany zwilżoną szczoteczką. W tej postaci utrzyma się na rynku ponad sto lat. Na całym świecie ma takie wzięcie, że do dziś w wielu krajach maskara to po prostu rimmel.


fot. Alamy/BE&W

Prezent dla siostry

Młody chemik Tom Lyle Williams bardzo kocha swoją siostrę Mabel. Tak się przejmuje jej miłosnymi kłopotami, że podarowuje pannie wynalezione przez siebie cudo: eyelash beautifier, tusz z węgla i wazeliny do upiększania rzęs. Jest rok 1913. Nowość okazuje się skuteczna, za chwilę dziewczyna wychodzi za mąż. Tom Lyle zaś sprzedaje takie ilości „upiększacza”, że w końcu zakłada własną, istniejącą do dziś firmę Maybelline. Nazwa łączy imię Mabel z kluczową substancją w kosmetyku – vaseline (wazeliną).

Tusz, który zabija

Sprzedaż tuszu jeszcze wzrasta, gdy w 1931 r. William McDonell wynajduje drobiazg podobny do nożyczek: kurlash (zalotkę). Zakręcone rzęsy stają się bardzo modne. Od 1933 r. Maybelline sprzedaje zalotki z tuszem, po raz pierwszy nazwanym mascara. Wyraz pochodzi prawdopodobnie z hiszpańskiego lub włoskiego, oznacza farbę albo maskę. W tym samym roku USA wstrząsa tragedia: tusz o nazwie Lash Lure, w którym znajdują się toksyczne składniki (anilina i parafenylenodiamina), oślepia kilkanaście kobiet, a jedną zabija. Amerykański kongres decyduje, że od tej pory składniki kosmetyków muszą być ściśle kontrolowane.


fot. Wikipedia

Nie czas na łzy

Nie wszystkie go lubimy, ale czasem wodoodporny tusz jest koniecznością. Idealny na ślub, pogrzeb, wyciskacz łez w kinie. Jego formułę opracowuje w 1939 r. Helena Rubinstein. Produkt ma ogromne wzięcie, ale trudno się zmywa. Marka sprzedaje go w tubce, dodaje pędzelek. Przy aplikacji brudzą się ręce. Wreszcie w 1958 r. firma Revlon wymyśla coś ekstra: zakręcaną tuleję z tuszem i ukrytym w niej pręcikiem do nakładania. To prototyp kosmetyku, którego używamy do dziś. Spiralna szczoteczka do malowania rzęs pojawi się w 1960 r.: Revlon proponuje wraz z nią klientkom nowe kolory – fiołkowy i zielony.


Serg Zastavkin/Shutterstock

Motyla noga Twiggy

Dolne rzęsy topmodelki Twiggy są tak grube, że przypominają nogi owada. Lata 60. to moda na pogrubianie tuszem dolnych rzęs, których wcześniej raczej nie malowano. Wszystkie kobiety chcą mieć oczy jak Twiggy.

W latach 80. i na początku 90. nakładamy na rzęsy jeszcze więcej tuszu, a wzorem jest Madonna. Pojawiają się maskary do włosów, robi się nimi pasemka w kolorach tęczy.

A dziś? Do wyboru mamy tusz w setkach rodzajów, kolorów, odcieni. Znudziło nam się jednak codzienne malowanie. Coraz częściej wybieramy makijaż permanentny albo sztuczne rzęsy, doklejane na parę tygodni. Z daleka wyglądają świetnie, z bliska czasem razi ich sztuczność. Chyba więc nie porzucimy maskary? W końcu tyle razem przeszłyśmy!


Tekst: Aldona Wiśniewska