Fot. GettyImages

Dlaczego nie zdradzamy

Z miłości, w imię zasad albo ze wstydu - powodów, dla których dochowujemy wierności, jest wiele. Jesteśmy lojalni wobec naszych partnerów tylko wtedy, gdy w związku dobrze się dzieje? Niekoniecznie! Czasem trwamy wbrew wszystkiemu. Tekst: Jadwiga Pohoska

Zwykle gdy zastanawiamy się nad niewiernością, częściej formułujemy odwrotne pytanie: "Dlaczego zdradzamy?". Łatwiej jest nam na nie odpowiedzieć - wypunktować defekty związku, które wiodą w ramiona tego drugiego lub tej drugiej. Już dawno fachowcy od miłości doszli bowiem do wniosku, że w związkach, w których panują miłość i harmonia, zdrada się raczej nie zdarza. Po prostu żadna ze stron nie jest nią zainteresowana, bo partner zaspokaja wszystkie potrzeby emocjonalne i fizyczne. 

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy przyglądamy się z bliska różnym parom. Tych idealnych jest bardzo mało. Ba, prawie ich nie ma! Każdy związek, prędzej czy później, będzie przeżywać kryzys, co wcale nie oznacza, że chwilowe osłabienie więzi musi się skończyć niewiernością. Choć przyznaje się do niej aż 25 procent Polaków, to przecież liczba ta oznacza również, że znakomitej większości udaje się uniknąć zdrady. Jak? 

Profesor John Gottman ze Seattle pokusił się o stworzenie wzoru na trwały związek (a zrobił to, przebadawszy siedemset par!). Jego zdaniem, aby zachować wyjątkową bliskość i uniknąć zdrady, wystarczy spełnić siedem warunków. A zatem: być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się w sercu i głowie drugiej osoby (czyli rozmawiać), pielęgnować sympatię do partnera i podziw dla niego, być lojalnym i w razie konfliktu stawać po jego stronie, nie próbować za wszelką cenę stawiać na swoim, bagatelizować te problemy, których rozwiązać się nie da, rozwiązywać te, które rozwiązać się da, i wreszcie - codziennie budować poczucie wspólnoty poprzez wspólne rytuały, zainteresowania, przyjemności. Tylko tyle i aż tyle! 

Tyle teoria, a teraz praktyka: zapytaliśmy naszych czytelników o to, dlaczego nie zdradzają. Oto ich odpowiedzi. Trzeba przyznać, że niektóre zaskakują.

 

Nie umiałam zachować się nieprzyzwoicie

Agnieszka, 40 lat od 15 lat w związku

To było parę lat temu. Akurat zmarł mój tata, jednocześnie wyrzucili mnie z pracy, a mój mąż był w tym czasie zajęty budowaniem domu. Naszego domu. Nie wspierałam go w tym, ale on również nie wspierał mnie w trudnej sytuacji. Oddaliliśmy się od siebie: on miał żal, że mu nie pomagam, a ja, że mnie nie rozumie. I wtedy pojawił się on - człowiek, który dawał mi się wygadać. Był dla mnie uchem zapasowym, reagował na moje żale dokładnie tak, jak chciałam. Sama nie zauważyłam, kiedy nasza relacja zaczęła zmieniać charakter, a rozmowy podryfowały w kierunku flirtu. Pewnego dnia, ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, pocałował mnie, a ja... kompletnie zgłupiałam. 

Bardzo łatwo było wtedy zacząć romans. Wszystko pchało mnie ku temu. I pamiętam to uczucie pokusy: uciec przed problemami w nową, ekscytującą relację. Ale nie zrobiłam tego - z takiego zwykłego ludzkiego poczucia przyzwoitości. Fakt, mój mąż nie wsparł mnie, kiedy tego potrzebowałam, ale przecież jednocześnie tyrał całymi dniami, a czasem i nocami, żeby zbudować nasz dom. Robił to przede wszystkim z myślą o mnie i o dzieciach - i ja miałabym mu wyciąć taki numer? Nie uległam więc pokusie i nie żałuję. 

 

Jak miałbym spojrzeć w oczy kobiecie, którą kocham?

Tomasz, 35 lat od 10 lat w związku

Kiedyś na imprezie firmowej, na której bawiłem się bez żony, absolutnie przypadkowo spotkałem moją pierwszą dziewczynę. Ja byłem zajęty, ona wolna. I przypuściła atak. Na początku tylko tańczyliśmy, ale wypity alkohol zrobił swoje - Kaśka zaczęła się do mnie kleić, a ja czułem, że niebezpieczeństwo jest naprawdę blisko i że jeszcze chwila, a się nie powstrzymam. Tym bardziej że moja żona akurat urodziła nasze dziecko, więc można powiedzieć, że byłem "wyposzczony". I wtedy, ostatnim wysiłkiem woli, wyciągnąłem komórkę, by  pokazać byłej dziewczynie zdjęcia moich dzieciaków i żony. Powiedziałem też, że odkąd jesteśmy ze sobą, nigdy nie miałem pokusy, żeby ją zdradzić. To poskutkowało. 

Dziś, gdy zastanawiam się, dlaczego wówczas nie zdradziłem, myślę, że po prostu takie drobne łajdactwa nie są dla mnie. Jestem za słabym graczem, nie umiałbym sobie wybaczyć, że zraniłem osobę, którą kocham i która mi ufa.

 

Nie zdradziłam ze wstydu

Anna, 30 lat od 5 lat w związku

Zdarzyło się to jakiś rok po ślubie. Znaliśmy się z mężem prawie od dzieciństwa, ale życie pod wspólnym dachem wiele zmieniło. Zaczęliśmy się docierać i to docieranie przebiegało bardzo gwałtownie. Wyszłam z domu, trzaskając drzwiami, i pojechałam do mojego byłego chłopaka. 

Szczerze mówiąc, byłam prawie zdecydowana iść z nim do łóżka - na złość. I kiedy wszystko zmierzało do takiego właśnie finału, przypomniałam sobie, że założyłam tego ranka najpaskudniejszy stanik świata. Stary, sprany, zdeformowany, okropny. I się zawstydziłam. Pod jakimś pretekstem pożegnałam się szybko i uciekłam. Nie zdradziłam; żeby zdradzić, musiałabym albo stracić rozum z pożądania, albo mieć zagwarantowane minimum intymności i zaufania. Wtedy człowiek się nie wstydzi.  

 

Zbyt wiele nas łączy

Joanna, 34 lata od 9 lat w związku

Oprócz tego, że jesteśmy parą, mamy dwoje dzieci, wspólne mieszkanie i kredyt, łączy nas jeszcze pasja: uwielbiamy łowić ryby. Zjeździliśmy razem chyba wszystkie jeziora i rzeki na dwóch kontynentach. Mamy wspólne grono przyjaciół i nie wyobrażamy sobie wakacji bez krótkiego wypadu na łososie. Brzmi egzotycznie? No właśnie, trudno znaleźć kogoś, kto podzielałby nasze zainteresowania. Przyszedł jednak taki moment, że nasz związek odrobinę się wypalił, a przynajmniej tak mi się wydawało. I wtedy pojawił się facet - brunet, piękny jak oczy szatana. Cóż z tego, kiedy był kompletnie nieczuły na uroki wędkarstwa. Gdy więc wyobraziłam sobie, że mogłabym narazić na szwank nie tylko rodzinę, ale i wielką życiową pasję, uznałam po prostu, że nie warto.

 

Wolę naprawiać niż burzyć

Andrzej, 46 lat od 20 lat w związku

W czasie trwania naszego małżeństwa mieliśmy trzy poważne kryzysy, ostatni parę miesięcy temu. I chyba ten trzeci był właśnie najgorszy, bo nagle obok mnie pojawiła się dziewczyna, nieco młodsza od mojej Małgosi. Po raz pierwszy od ładnych paru lat doświadczyłem tak intensywnego zainteresowania ze strony płci przeciwnej, już właściwie zapomniałem, jak to jest. Przez moment dałem się ponieść temu jej entuzjazmowi, katastrofa była naprawdę blisko. 

Osobą, która zapobiegła zdradzie, była moja 90-letnia ciotka. Nie wiem, jak ona to robi, ale potrafi prześwietlić człowieka na wylot. Pewnie tak działa życiowe doświadczenie i mądrość. Po gwiazdkowym spotkaniu rodzinnym, na którym ja i moja żona prawie się nie odzywaliśmy, owa nestorka rodu wzięła mnie na bok i powiedziała: "Andrzejku, tylko pamiętaj, że w naszej rodzinie nie ma rozwodów. My, poznaniacy, wszystko naprawiamy tak długo, jak się da". 

Może to głupio zabrzmi, ale przekonała mnie. Byłoby mi bardzo trudno ot tak, po prostu wyrzucić 20 lat do śmieci.

 

Zrobiło mi się żal dzieci

Maria, 29 lat od 6 lat w związku

Mój mąż uwielbia zachwyty kobiet, więc uwodzi na prawo i lewo. Można powiedzieć, że taki ma styl bycia. Szczerze mówiąc, bywają momenty, gdy mam tego serdecznie dość. Dopóki jednak czułam się tą wyjątkową, jedną jedyną, jakoś znosiłam jego fanaberie. 

Ale po paru latach bycia razem, gdy pojawiły się dzieci, a ja przestałam być dla niego już tak atrakcyjna jak na początku związku, jego skłonność do flirtu zaczęła mnie doprowadzać do białej gorączki. I zdarzyło się tak, że po raz pierwszy od lat poszłam na przyjęcie bez niego. Tam spotkałam bardzo przystojnego faceta, który zaczął mnie adorować z takim zapałem, że aż zakręciło mi się w głowie. Na moment. 

Niestety, mam zbyt bujną wyobraźnię: oczyma duszy zobaczyłam, jak zakochujemy się w sobie, zostajemy namiętnymi kochankami, jak zabieram dzieci i odchodzę od męża... 

Ten ostatni obrazek mnie powstrzymał. Pochodzę z rozbitej rodziny i pamiętam cierpienie, jakiego dostarczyło mi rozstanie rodziców. Nie mogłabym zrobić tego dzieciom. Po powrocie do domu zdobyłam się na poważną rozmowę z mężem. Poszliśmy na rodzinną terapię, która - na szczęście! - pomogła nam się dogadać. 


Wierność to nie ludzki wymysł

Okazuje się, że liczne gatunki zwierząt są stałe w uczuciach. Na całe życie wiążą się wilki, łabędzie, gibony, a nawet... termity.  

34% zdradzających to osoby młode (między 25. a 34. rokiem życia) i z wyższym wykształceniem. Raczej mieszkańcy dużych miast (31% w stosunku do 18% zamieszkujących wieś).

Dzień zdrady to... Środa. Badacze, którzy pokusili się o sprawdzenie, kiedy do niewierności dochodzi najczęściej, zauważyli właśnie taką prawidłowość. Zwykle dochodzi do niej w pracy - aż 68% wszystkich zdrad to romanse biurowe.

Zdaniem eksperta

Renata Pająkowska-Rożen, psycholog, psychoterapeuta:

b

"Zwykle nie zdradzamy, bo po prostu tego nie potrzebujemy. Udany związek tworzy warunki do realizacji naszych wielorakich potrzeb i zwyczajnie nie mamy czego szukać poza nim. Inna rzecz to kwestia naszych wewnętrznych standardów. Jeśli wynieśliśmy z domu obraz rodziców, którzy zachowywali się względem siebie fair i rozwiązywali problemy, to przenosimy ten wzór w dorosłość. Ale standardem może też być pragnienie, by nie robić tej drugiej osobie czegoś, co mnie osobiście by zraniło. Podczas rozmów z pacjentami często powtarza się kwestia świadomości – ludzie mają okazję do zdrady, może by nawet ulegli pokusie, może dałoby się to ukryć, a jednak świadomość, że oni sami będą o tym wiedzieć, nie pozwala im na ten krok. Psychologowie ewolucyjni twierdzą, że zdrada jest reliktem historii gatunku ludzkiego; tymczasem tym, co wyróżnia nas spośród innych gatunków, jest świadomość i wola, które umożliwiają nam wyzwolenie się spod władzy popędów. Często jestem pytana o to, co robić, by zapobiec zdradzie. Najprościej: dbać o związek każdego dnia. No i nie wolno myśleć, że zdrada to coś, co nas nigdy nie spotka, bo życie jest nieprzewidywalne. A jeśli już się zdarzy? To nie koniec świata."