rys. Rana Hasanova, Shutterstock

Kłopotliwe rumieńce

Po zimowym spacerze, po gorącej kawie i po pikantnej kuchni indyjskiej. Rumiane policzki, broda i nos to problem skóry naczynkowej. Jak mu zaradzić? - tekst Małgorzata Welman

Borykasz się z rozszerzonymi i pękającymi naczynkami? Nie ty jedna. Ten rodzaj cery nadwrażliwej występuje u około 10% populacji, głównie u kobiet, które z natury mają cieńszą i bardziej delikatną skórę. Choć ta przypadłość jest dość uciążliwa, można z nią skutecznie walczyć.

Większość ludzi po wysiłku, spacerze na mrozie czy w chwilach stresu czerwieni się – w ten sposób naturalnie reaguje skóra, do której dopływa więcej krwi. Gdy jednak rumieniec nie znika po kilku minutach, ale utrzymuje się na twarzy godzinami, to znak, że znajdujące się dosyć płytko pod skórą naczynia krwionośne nie kurczą się prawidłowo. Jeśli dodatkowo skóra kłuje i piecze, możemy przypuszczać, że mamy wrażliwą skórę naczyniową, zwaną potocznie  naczynkową. Najczęściej decydują o tym geny. Czerwone niteczki na twarzy pojawiają się zazwyczaj po trzydziestce, kiedy wraz ze spadkiem produkcji kolagenu skóra traci elastyczność i pogarsza się mikrokrążenie. Właśnie wtedy najlepiej przyjąć odpowiednią strategię – unikać wszystkiego, co cerze naczynkowej nie służy, i dobrać odpowiedni sposób jej pielęgnacji.

Na liście wrogów są m.in. wysoka temperatura (odpada sauna, solarium, wylegiwanie się godzinami na plaży lub w gorącej kąpieli), mroźny klimat i ostry wiatr, ostra kuchnia (m.in. indyjska, tajska, meksykańska), no i oczywiście alkohol. Unikać trzeba także stresu (adrenalina działa na cerę niekorzystnie) i mechanicznego drażnienia skóry (koniec z ostrymi peelingami i wyciskaniem zaskórników).

Większość firm kosmetycznych oferuje linie preparatów przeznaczonych dla cery naczynkowej. Zawierają one składniki wzmacniające naturalną barierę ochronną skóry, uszczelniające naczynia krwionośne, działające przeciwzpalnie i ściągająco oraz rozjaśniające koloryt.

Do najważniejszych należą: witamina C, wyciąg z arniki górskiej, rutyna, gingko biloba (ekstrakt z miłorzębu japońskiego), hamamelis (wyciąg z oczaru wirginijskiego), wyciągi z kasztanowca i kwiatów mirtu, arbutyna. Do kosmetyków często dodaje się również witaminę K, która zapobiega wylewom podskórnym.

Wymienione składniki mają mocne działanie – w sytuacji, gdy na twarzy już wystąpił silny rumień, lepiej najpierw ukoić skórę łagodnymi kosmetykami do cery wrażliwej. Ważnym elementem pielęgnacji skóry naczynkowej jest złuszczanie. Usuwając martwy naskórek, pobudzamy skórę do odnowy. Dzięki temu staje się grubsza i bardziej odporna na działanie czynników zewnętrznych. Używamy tylko peelingów enzymatycznych, w żadnym razie ziarnistych i gruboziarnistych – są zbyt ostre.

Posiadaczki skóry naczynkowej zazwyczaj próbują zatuszować pajączki i uporczywe rumieńce. Pomagają im w tym bazy i korektory, które punktowo nanosi się na rozszerzone naczynka i dokładnie rozprowadza. Wizażyści polecają specyfiki w kolorze zielonym oraz żółtym, bo znakomicie tuszują zaczerwienienia. Następnie należy nałożyć mocniej kryjący podkład w kolorze karnacji i utrwalić makijaż transparentnym pudrem.

O ile można zapobiec pękaniu nowych naczynek, o tyle trudniej zlikwidować te już istniejące. Specjaliści mogą je zamknąć, stosując m.in. elektrokoagulację (skórę nakłuwa się igłą zasilaną prądem o wysokiej częstotliwości, pod którego wpływem naczynko się kurczy) oraz laser (uszkadza wnętrze naczynka, powodując jego obkurczenie). Oba zabiegi mogą być stosunkowo bolesne. Najlepiej przeprowadzać je jesienią lub wiosną, bo podrażniona zabiegiem skóra nie znosi wahań temperatur i mocnego słońca.

 

Dr N Med. Maria Noszczyk, Klinika Melitus:

 

 

 

"Pielęgnujmy i chrońmy skórę naczyniową, ale też nie wpadajmy z jej powodu w panikę. Wbrew panującym mitom posiadaczki takiej skóry nie są w przyszłości skazane na trądzik różowaty. Owszem, rozwija się on chętniej na podłożu cery naczyniowej, ale nie jest to związek stuprocentowy. Wywołują go dodatkowe czynniki: zaburzenia hormonalne, choroby i stany zapalne w organizmie, najpewniej też wrodzone predyspozycje. Pierwszym objawem trądziku różowatego jest stan zapalny skóry, który przejawia się obrzękami, pieczeniem i utrzymującym się rumieniem. Czasem pojawiają się też kłopoty z oczami, takie jak zaczerwienienie i ból, a także skłonność do migren. To znak, że trzeba włączyć leczenie, najlepiej połączone ze zmianą nawyków pielęgnacyjnych. Następnie należy energiczniej zająć się naczynkami. Oznacza to zwykle zabiegi usuwające naczynia – IPL i lasery naczyniowe. Warto je przeprowadzić, bo zamknięcie naczyń zmniejsza tendencję do nawrotów schorzenia."