Fot. BE&W

Kult gładkiego ciała

Od niepamiętnych czasów walczymy, by mieć skórę gładką jak jedwab. Pokrywające nasze ciało włoski zawsze były symbolem tego, co zwierzęce, nieczyste i brzydkie. 

Pierwsze prymitywne pęsety do wyrywania włosków znajdywano w prehistorycznych grobowcach na całym świecie. Prawdziwy kult gładkości rozwinął się jednak trzy tysiące lat przed naszą erą – każdy meszek pokrywający ciało zaczęto uważać za nieczysty i upodabniający człowieka do zwierzęcia.
Dwa tysiące lat przed Chrystusem mezopotamskie księżniczki depilowały pachy, a babilońscy władcy golili twarze, aby zamiast naturalnego zarostu przyklejać sztuczne brody. Nie był to zabieg przyjemny, wielbiciele sztucznych bród posługiwali się bowiem pęsetami oraz kremem z wosku, cukru i soku z cytryny. Z kolei w starożytnym Egipcie depilację stosowali faraonowie, ich żony, kapłani i kapłanki oraz większość arystokracji. Byli w tych zabiegach boleśnie radykalni: usuwali całe owłosienie. Takie idealnie gładkie ciało uważane było za bliższe doskonałości bóstwa. Badania grobowców żon Ramzesa II i Ramzesa III dowiodły, że kobiety te były całe wydepilowane: od nóg, poprzez miejsca intymne, na pachach kończąc.

Pęsety do depilacji z epoki żelaza. fot. wellcome library london/wellcome images

Depilacja po rzymsku

W piątym stuleciu przed Chrystusem moda na gładkie ciało wyszła poza kręgi arystokracji, obejmując uboższych obywateli, a nawet niewolników. Golili się mężczyźni i kobiety. Rzymscy obywatele, nim przekroczyli progi term lub zanim wdziali kusą tunikę, usuwali owłosienie nóg. Niektórzy posuwali się i wyżej. Starannie depilowali się cesarz August i Poppea, towarzyszka okrutnego Nerona. Owa piękna niewiasta usuwała nawet najwątlejsze włoski z ramion oraz twarzy.
W tym czasie pojawili się fachowcy od depilacji i mieli pełne ręce roboty! Zbędne owłosienie wypalali albo wyrywali, używając wosku z sosnowej żywicy lub mocno skręconej jedwabnej nici (tzw. nitkowanie). Brwi depilowali preparatem sporządzonym z… krwi nietoperza. Wszystkie te receptury i techniki przetrwały w Europie aż do wczesnego średniowiecza.

Powrót włochacza

Moda na golenie się upadła wraz z Cesarstwem Rzymskim. Na pięćset lat Europejczycy zapomnieli o depilacji. Przypomnieli sobie o niej dopiero w czasach wypraw krzyżowych. Krzewiąc wiarę chrześcijańską, krzyżowcy zajrzeli pewnie nie raz i nie dwa do hammamu, gdzie spotkali orientalne kobiety o gładkich ciałach. To za ich sprawą przywieźli do Europy upodobanie do łaźni parowych i usuwania owłosienia z pach i łona. Zabiegi wykonywano woskiem, cukrem i mieszankami na bazie gumy arabskiej. Owe praktyki dalekie były jednak od totalnej depilacji praktykowanej w starożytności.
Pojawiło się za to trochę nowości. Renesansowe pięknotki depilowały włosy na głowie tak, by optycznie podwyższyć czoło. Wysokie było bowiem oznaką inteligencji i urody. Stosowały do tego mieszaniny z krwi żaby, octu czy nawet arszeniku. Mniej więcej w tym okresie, wśród europejskiej arystokracji upowszechniła się też depilacja intymna. Nie jest to więc moda, która przyszła wraz z bikini.

Battista Sforza na płótnie Piero della Franceski. Zgodnie z renesansową modą księżna usuwała włosy na głowie, by podwyższyć czoło (wysokie było oznaką inteligencji i urody). fot. wellcome library london/wellcome images

Rewolucja XX wieku

Przyznać jednak należy, że nowoczesne stroje kąpielowe w znacznym stopniu przyczyniły się do powrotu depilacji totalnej. Wraz z nastaniem w XX w. mody na morskie kąpiele i skąpe kostiumy, kobiety zaczęły powszechnie golić nogi i pachy przez pięćset lat skromnie skrywane pod ubraniem.
Prawdziwa rewolucja nastąpiła pod koniec I wojny światowej: po raz pierwszy od stuleci ubranie przestało krępować kobiece ciała. Dekolty się pogłębiły, ramiona wynurzyły z bufiastych rękawów, a spódnice zaczęły się triumfalnie skracać. Nic dziwnego, że kobiety postanowiły powrócić do zabiegów depilacyjnych praktykowanych przez starożytne Rzymianki.

Betty Grable z wydepilowanymi nogami. fot. BE&W

Do depilacyjnego boomu znacznie przyczyniła się też prasa kobieca. W 1915 r. w amerykańskim magazynie „Harper’s Bazaar” pojawiła się reklama przedstawiająca śliczną kobietę, która – unosząc ręce nad głowę – ukazywała gładko wygolone pachy. Pod spodem widniał napis: „Letnia sukienka i współczesny taniec wymuszają usuwanie zbędnego owłosienia”.
Trzydzieści lat później amerykańska gwiazda filmowa Betty Grable pokazała się w jednoczęściowym kostiumie i butach na obcasach, podkreślających jej zgrabne i pozbawione włosków nogi. To właśnie ta fotografia uznawana jest za początek depilacyjnej rewolucji, która trwa do dziś. Niektóre feministyczne działaczki ją odrzucają, promując naturalne owłosienie – uważają, że lansowane w mediach idealnie gładkie ciała są symbolem uprzedmiotowienia kobiety. Ale chyba nie ma co się oburzać. Gładkie, opalone nogi prezentują się naprawdę ładnie!

Współczesna modelka. Gładkie nogi wciąż w modzie!SunCity/Shutterstock.com

Tekst: Róża Konopka.