fot. iStock

Algi, terapia z morskich głębin

Mają tak bogaty skład, że mogą zastąpić tradycyjne pożywienie. W dodatku rozwiązują prawie każdy problem skórny i wzmacniają włosy.

Algi robią zawrotną karierę – spirulinę dodajemy do koktajli, wakame jemy zamiast chipsów, chlorellę łykamy w tabletkach. Nakładamy je na twarz w postaci masek i kremów. Nie ma drugiego takiego gatunku, który przekazywałby nam w różnych postaciach całe swoje bogactwo – składniki odżywcze, mikro- i makroelementy. I to bez żadnych zanieczyszczeń.
Są zielone, brunatne, czerwone – kolor zależy od tego, ile światła słonecznego przebijającego się przez powierzchnię wody do nich dociera, i od głębokości, na której rosną.

Dla lepszej fryzury

Algi możemy też znaleźć w kosmetykach do włosów. Dlaczego warto po nie sięgnąć?

Są świetnym źródłem żelaza, które zapobiega łamliwości i wypadaniu włosów, oraz wapnia, który wzmacnia ich strukturę. Dostarczane przez algi białko jest głównym budulcem włosów – potrafi uzupełnić ubytki na całej długości kosmyków. Kolejnym składnikiem, dzięki któremu algi robią karierę, są kwasy omega 3 – EPA i DHA, które łagodzą podrażnienia skóry głowy, a także działają antyalergicznie i przeciwzapalnie.

Algi to także bogactwo supernawilżającego kwasu hialuronowego, który pomaga przywrócić włosom elastyczność i będzie zapobiegał puszeniu się fryzury.

Polecane są także osobom z przetłuszczającą się skórą głowy, bo regulują pracę gruczołów łojowych. Ich właściwości antyoksydacyjne, sprawiają, że algi bardzo skutecznie chronią przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.

Rytuał w czterech krokach

Od wieków są dla Azjatek częścią rytuału pielęgnacji włosów. Składa się on z kilku elementów. Pierwszym jest częste oczyszczanie skóry głowy. Azjatki wiedzą, że mycie z masażem poprawia mikrokrążenie, pobudza cebulki, oczyszcza z nagromadzonych zanieczyszczeń, dzięki czemu włosy rosną mocniejsze i mniej ich wypada. Mogą sobie pozwolić na częste mycie włosów, bo kosmetyki, których używają są bez detergentów SLES i SLS, co nie narusza bariery ochronnej włosa. Do mycia nie zawsze używają szamponów, stosują proszek z wodorostów lub odżywkę oczyszczającą. Taki nietypowy produkt typu dwa w jednym znajdziemy w ofercie nowej na naszym rynku marki beology.

Po takim przygotowaniu skóra głowy i włosy wymagają ochrony przed czynnikami zewnętrznymi, z czym najlepiej radzą sobie antyoksydanty. Najlepiej w formie lekkiego serum bez spłukiwania, także w ofercie beology.

Azjatki stosują też wcierki, np. z wody pozostałej z płukania surowego ryżu, które dostarczają dodatkowej dawki przeciwutleniaczy i działają łagodząco na skórę.

Rytuał dopełnia codzienne czesanie włosów, najlepiej grzebieniem z naturalnego tworzywa, np. drewna tsuge, rodzaju bukszpanu. Działa ono jak pobudzający masaż skóry głowy, usuwa zanieczyszczenia, które zebrały się w ciągu dnia, a także pomaga rozprowadzić sebum na całej długości włosów, które jak film ochronny zapobiega elektryzowaniu i sprawia, że włosy są gładkie.

Tekst: Magdalena Derewecka