Barber: więcej niż męski fryzjer

Barber shopy to królestwo mężczyzn. Tu można się ostrzyc, zadbać o brodę oraz pogadać o piłce nożnej i samochodach.

Koncepcja zakładu, w którym mężczyźni mogą się ostrzyc, ogolić i spędzić czas na męskich rozmowach, jest bardzo stara. Cyrulicy i balwierze już w średniowieczu zajmowali się właśnie goleniem – a do tego puszczaniem krwi, czyszczeniem uszu, wyrywaniem zębów oraz prostymi zabiegami chirurgicznymi. Tradycyjne kolory szyldów barber shopów – czerwony i biały – nawiązują właśnie do historii. Czerwony oznaczał krew, a biały – czyste opatrunki.

Bankierzy i drwale

Dzisiejsze nowoczesne barber shopy to jednak zupełnie coś innego. Zaczęły powstawać licznie na całym świecie na fali popularności na zapuszczanie bród.
Prawdziwy boom na zarost zaczął się mniej więcej około 2008 roku, czyli podczas kryzysu finansowego. Powstały teorie tłumaczące, że w niepewnym świecie bankrutujących firm i rosnącego bezrobocia mężczyźni chcieli dodać sobie animuszu bardziej męskim wyglądem. Jeśli to prawda, to eleganckie męskie salony zawdzięczamy bankierom z Wall Street i ich niepohamowanej żądzy zysków, która doprowadziła do wielkiego krachu na światowych giełdach. Być może jednak prawdziwsza jest koncepcja, że kobiety znudziły się wymuskanymi przystojniakami i dlatego powodzeniem zaczęli cieszyć się brodacze. W każdym razie brody zagościły na salonach. Zapuścili je gwiazdorzy – wypielęgnowany zarost nosili George Clooney,

Bradley Cooper czy Christian Bale. Popularność brody ugruntowała moda na typ mężczyzny drwaloseksualnego. A skoro drwale – to i brody.

I choć co roku pojawiają się opinie, że moda na brody właśnie ostatecznie i nieodwracalnie się kończy, to zarost nadal jest popularny. Może mniej w dzikiej i bujnej hipsterskiej wersji, ale zadbana, niezbyt długa broda cały czas jest na czasie.

Męskie rytuały

Nie ma chyba mężczyzny, który choć raz nie dziwiłby się, czemu wyjście jego żony czy dziewczyny do fryzjera to kilkugodzinna wyprawa. Męskie strzyżenie trwa przecież dużo krócej.
Na przełomie XIX i XX wieku mężczyźni odwiedzali fryzjera golibrodę co najmniej raz w tygodniu. I nie o dbanie o wygląd tylko chodziło, a raczej o miejsce spotkań i pogaduszek. Wszystko zmieniło się ponad 100 lat za sprawą rewolucyjnego wynalazku firmy Gillette, która wymyśliła maszynki do golenia. Modne stały się gładkie twarze, a każdy mógł ogolić się sam w domu. Męskie salony podupadały. W latach 80. i 90. ubiegłego wieku na rynku pozostały eleganckie salony – albo tylko dla kobiet, albo uniseks, co w praktyce i tak oznaczało, że jedynie kobiety czuły się w nich jak u siebie w domu. Mężczyźni strzygli się tam gdzie ich żony albo w tanich zakładach, a golenie stało się raczej rytuałem domowym.

I nagle kilkanaście lat temu na Zachodzie zaczęły powstawać barber shopy. Nawiązujące stylistyką do przeszłości, ale na wysokim poziomie.

– Pamiętam moją pierwszą wizytę w barber shopie. Z głośników leciało Led Zeppelin. Gadaliśmy o jakimś kontrowersyjnym karnym w meczu Realu. Barber mnie ostrzygł, potem wyrównał mi brodę. Wypiłem drugą kawę i zostałem, by dokończyć rozmowę. Wróciłem do domu po ponad dwóch godzinach. Żona zapytała, gdzie byłem. Odpowiedziałem, że przecież u fryzjera – opowiada Tomek, grafik z Warszawy. Teraz już zawsze chodzi do barbera wieczorem. – Bo można się napić piwa – mówi.

Taka wizyta to cały rytuał. Najpierw barber zmiękcza zarost specjalnym olejkiem. W ten sposób zabezpiecza również skórę przed podrażnieniami. Potem robi okład z gorącego ręcznika, by przygotować skórę do golenia. – I to jest genialny moment. Leżę z odchyloną głową z ciepłym ręcznikiem na twarzy. Nie mogę nic mówić, bo barber zajmuje się brodą. Pół godziny całkowitego relaksu – mówi Tomek.

Świat mężczyzn

Choć popularność takich zakładów narodziła się na fali mody na zarost, to nie tylko brodacze mogą je odwiedzać. To również pełnoprawne salony fryzjerskie, a to, co je wyróżnia, to stylistyka retro. Pierwszy polski barber shop z prawdziwego zdarzenia – salon Wojciecha Rostowskiego przy ul. Koszykowej w Warszawie – powstał w 2014 roku. Uwagę przyciągało przepiękne wnętrze, przypominające elegancki przedwojenny zakład fryzjerski. Wielkie lustra, zabytkowe fotele z Włoch, ciemne drewniane meble, retro butelki z kosmetykami w szafkach – dzięki temu o salonie przy Koszykowej stało się głośno.

Jeszcze więcej dla spopularyzowania barber shopów zrobił Nergal, który otworzył niedługo potem Barberiana. Znany muzyk i salon dla mężczyzn. To nie mogło się nie udać. W Barberianie (w przeciwieństwie do eleganckiego salonu Rostowskiego) jest rockandrollowo. Surowe wnętrze, skórzane kanapy dla czekających w kolejce i gitarowa muzyka z głośników.

– Zanim zacząłem chodzić do barbera, strzygłem się u fryzjerki mojej żony. Obok same kobiety, a na stoliku babskie magazyny – śmieje się Maciej, prawnik z Gdańska. U barbera na fotelach są sami mężczyźni. Dlatego omawia się tu Ligę Mistrzów i osiągi samochodów.

U barberów nawet zapach jest inny. To aromaty męskich kosmetyków, a nie lakierów i farb do włosów. I dlatego chociaż barberzy nie wywieszają tabliczek „kobietom wstęp wzbroniony”, to progi ich salonów przekraczają tylko mężczyźni. To ich świat.

Barbermania

Choć w Polsce działa już dużo barber shopów, to najciekawszymi pod tym względem miastami są Londyn, Amsterdam i Nowy Jork. Jednymi z najlepszych na świecie barber shopów są te ze szkockiej sieci Ruffians. Ich pierwszy salon powstał w Edynburgu w 2012 roku, potem przyszedł czas na podbój Londynu. W stolicy Anglii jest też znakomity Murdock.

W Holandii funkcjonuje „Salon le barber” – zakład w dużej przyczepie. Taki barber truck. Z zewnątrz niepozorny, w środku mieści elegancki salon.

Moskwa może się pochwalić zakładem o nazwie Black Beard, którego wnętrze jest wręcz naładowane testosteronem. Surowy wystrój, na ścianach grafitti, a pod sufitem z kratownicy zwisa pień drzewa – jeśli ktoś ma wątpliwości, o co chodzi w drwaloseksualizmie, Black Beard rozwieje je błyskawicznie.

Trochę inaczej wygląda retro w wydaniu amerykańskim. Tam tradycyjne barber shopy funkcjonowały najdłużej. Były oczywiście miejscem spotkań – można to zobaczyć chociażby w doskonałym filmie Barbershop z 2002 roku, w którym główną rolę zagrał znany raper Ice Cube. Modna sieć Blind Barber stara się, by jej salony przypominały właśnie tradycyjne barber shopy z przedmieść.

Teskt: Piotr Zabłocki

fot. Africa Studi/Shutterstock