fot. Małgorzata Surawska/Shutterstock

Festiwalowy niezbędnik: co zabrać ze sobą?

Podczas letnich festiwali najważniejsza jest muzyka, ale równie ważne są kolorowe włosy, szorty i kalosze. Do tego nocne Polaków rozmowy o koncertach, artystach – często w kolejce pod prysznic na polu namiotowym.

Co roku tysiące młodych ludzi na całym świecie ruszają na letnie festiwale, by poczuć ich atmosferę i przez kilka dni stać się częścią wyjątkowej festiwalowej społeczności. O przynależności do niej świadczą opaski noszone całe lato na nadgarstkach. Niektórzy traktują je wręcz jak trofea.

Nie poznał prawdziwego smaku festiwali ten, kto choć raz nie zanocował na polu namiotowym. To prawdziwa kwintesencja festiwalowego życia, z jego blaskami i cieniami. Nieprzerwana zabawa, domorośli muzycy koncertujący przed swoimi namiotami, nowe znajomości zawierane w kolejkach pod prysznic, dzielenie się pastą do zębów z nieznajomymi – życie w wielkiej komunie.To doświadczenia z gatunku tych niezapomnianych. Tym właśnie festiwale różnią się od zwykłych klubowych koncertów. Wkraczając na ich teren, zostawiamy za sobą codzienność i przenosimy się do innego świata. Rytm dnia wyznaczają występy, a rozmowy koncentrują się wokół ulubionych artystów. To świat, w którym spotykamy ludzi, z którymi wiele nas łączy, chociaż często mieszkamy daleko od siebie, co innego robimy w życiu.

Tu razem śpiewamy, mijamy się w kolejce po hot doga czy wegańską sałatkę, razem wracamy nad ranem do namiotów.

W pięknych okolicznościach przyrody

Niektóre festiwale, jak węgierski Sziget, przypominają wielki piknik w otoczeniu przyrody, inne, jak odbywająca się w Barcelonie Primavera, przejmują we władanie centrum miasta.
Imprezy organizowane są na pustyni, na plaży, w postindustrialnych przestrzeniach albo na pustkowiu wśród pól. Każda ma swoją specyfikę i przyciąga inną publiczność – na niemieckim Wacken spotykają się fani metalu, na belgijskim Tomorrowland wielbiciele muzyki elektronicznej. Najpopularniejsze festiwale dają możliwość zobaczenia w ciągu 2–3 dni kilkudziesięciu najbardziej popularnych gwiazd muzyki w jednym miejscu. Najstarsze, jak chociażby angielski Glastonbury, sięgają tradycjami lat 70., największe, jak np. amerykański Summerfest, potrafią zgromadzić ponad 900 tys. uczestników.

Błoto kontra palmy

Przez lata najważniejszym festiwalem dyktującym trendy było  kultowe Glastonbury, które do dzisiaj pozostaje jedną z największych i najbardziej szanowanych imprez na świecie. Jednak dziś większe emocje budzi odbywająca się w kwietniu kalifornijska Coachella, gromadząca ponad 600 tys. uczestników. Festiwal ten stał się kwintesencją letniej imprezy – z gwarantowaną piękną pogodą i efektownymi zachodami słońca, które wspaniale wyglądają na zdjęciach (co w czasach mediów społecznościowych zdominowanych przez ładne obrazki nie jest bez znaczenia). Jej popularność w dużej mierze wynika również z tego, że największe gwiazdy można zobaczyć nie tylko na scenie, ale i spotkać wśród publiczności. Topmodelki, aktorzy, muzycy czy mające miliony fanów blogerki pozują do zdjęć na tle wielkiego diabelskiego młyna, na żywo relacjonują na Facebooku i Instagramie to, co dzieje się na festiwalu. Co więcej, Coachella zbudowała swoją markę także jako impreza modowa – w pustynnej oazie skupiają się jak w soczewce wszystkie najważniejsze trendy nadchodzącego sezonu.

Magnum kontra matrix

Festiwalowa moda jest prawie tak samo ważna jak koncerty. Nie obowiązują tu panujące na co dzień zasady – szorty mogą być krótsze, bluzki bardziej kuse czy przezroczyste, kolory włosów bardziej jaskrawe.

Postacią, która na długo zdefiniowała „festiwalowy look”, była swego czasu Kate Moss. Kilkanaście lat temu pojawiła się na Glastonbury w superkrótkich szortach i wysokich kaloszach marki Hunters i od tamtej pory „gumiaki” stały się obowiązkowym wyposażeniem festiwalowego ekwipunku.

Dzisiaj trendy wyznacza najmłodsze pokolenie modelek. Kendall Jenner czy Bella Hadid imprezujące na Coachelli noszą kolorowe zwiewne sukienki. Indiańskie motywy i pióropusze zastępują królujące do tej pory na festiwalowych głowach kwietne wianki (ale ten akurat trend w Polsce trzyma się mocno), do tego kowbojki i frędzle – to od kilku sezonów letnie must have.

Festiwalowe stylizacje fani mody śledzą z nie mniejszym zainteresowaniem niż relacje z wybiegów światowych fashion weeks. W tym roku możemy spodziewać się fali nostalgicznych nawiązań do lekko obciachowych lat 90. – materiałowych gumek (ang. scrunchie) na kucykach, „bokserskich” warkoczyków z wplecionymi w nie wstążkami lub łańcuszkami, wielkich logotypów na T-shirtach i bluzach, „tatusiowych” koszul w hawajskie kwiaty przypominających te noszone przez Toma Selleca w serialu Magnum i wąskich okularów w stylu Matrixa, które od kilku miesięcy pojawiają się w stylizacjach m.in. Belli Hadid.

Polacy nie gęsi, swój festiwal mają

Jeśli chodzi o rynek festiwalowy, Polska nie pozostaje w tyle za europejską czołówką – na największych imprezach grają często te same gwiazdy, które kilka tygodni wcześniej rozgrzewały publiczność Coachelli czy Glastonbury, a pod scenami bawi się międzynarodowa publiczność.

Największym polskim festiwalem jest Open’er, odbywający się od 15 lat w Gdyni. To prawdziwy moloch – w ubiegłym roku bawiło się na nim ponad 120 tys. ludzi. Zagrały takie gwiazdy jak Red Hot Chilli Peppers, Prince czy Coldplay. Festiwalowe miasteczko z polem namiotowym, strefą gastronomiczną i wieloma innymi atrakcjami (scena teatralną, wystawami sztuki) rozciąga się na wielkich przestrzeniach byłego wojskowego lotniska, a marsz między scenami zajmuje nawet kilkanaście minut. Spotykają się tu przedstawiciele najrozmaitszych gatunków – są gwiazdy popu, rockowi giganci, tuzy hiphopu i młode zespoły niezależne.

Jednak rodzima oferta festiwalowa to nie tylko Open’er. Bardziej alternatywny jest Off Festival, organizowany w Katowicach przez Artura Rojka, byłego frontmana zespołu Myslovitz. To impreza kameralna i dla bardziej świadomego muzycznie odbiorcy. Gwiazdy, które tu występują, rzadziej można usłyszeć w radiu, ale na Offa przyjeżdża się zazwyczaj po to, by dać się zaskoczyć, a nie usłyszeć dobrze już znane hity.

Bardziej awangardowy jest natomiast drugi katowicki festiwal – Tauron Nowa Muzyka. To impreza dla wtajemniczonych: eksperymentalne dźwięki, występy łączące muzykę i inne dziedziny sztuki, takie jak visual arts, performance czy taniec, są jej znakami rozpoznawczymi.

Jeszcze inny charakter ma płocki Audioriver. Gromadząca fanów muzyki elektronicznej impreza opanowująca nadwiślańską plażę znana jest z szaleństw do białego rana przypominających te z klubowej mekki imprezowiczów – hiszpańskiej Ibizy. W tym roku program imprezy – na wzór światowych trendów – zostanie wzbogacony o nowe elementy: będzie teatr i wystawy, co ma zachęcić do uczestnictwa lokalną społeczność, a nie tylko przybywających tłumnie do Płocka balangowiczów.

Zupełnie osobnym zjawiskiem jest organizowany przez Jurka Owsiaka Przystanek Woodstock (Pol’and’Rock Festival), na którym co roku bawi się nawet 220 tys. ludzi. Impreza nie przyciąga może wielkimi gwiazdami, ale zapewnia atmosferę, która urzekła tysiące fanów.

Nie tylko muzyka

Ponieważ festiwali jest coraz więcej, muszą one w coraz bardziej wyszukany sposób wzbogacać swoją ofertę, by nawet ktoś niezainteresowany muzyką mógł znaleźć coś dla siebie. Wystawy sztuki współczesnej, przedstawienia teatralne, debaty, spotkania ze znanymi postaciami to dzisiaj festiwalowy standard.

Na Open’erze działają Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Nowy Teatr z Warszawy, na Offie organizowane są debaty literackie.

Organizatorzy dostrzegają nie tylko zmieniające się potrzeby, ale także inny niż jeszcze kilkanaście lat temu przekrój wiekowy publiczności. O tym, że na imprezy te przyjeżdżają już nie tylko początkujacy dwudziestoparolatkowie, ale i dorastający z festiwalami 30- i 40-latkowie, świadczy chociażby to, że na największych imprezach organizowane są specjalne strefy dla dzieci oraz atrakcje dla całych rodzin.

Tekst: Ada Bełżecka

Co zapakować do kosmetyczki - 5 festiwalowych niezbędników

1. Ozdobne samoprzylepne diamenty i tatuaże – są gorącym trendem festiwalowego lata, zmienią codzienny makijaż w spektakularną stylizację. Etniczny wzorek czy ozdoby w stylu glamour – wszystko zależy wyłącznie od twojej wyobraźni.

2. Rozświetlacz – podstawa makijażu, szczególnie po zarwanej nocy. Delikatnie wklepany palcami rozświetlacz daje efekt skóry muśniętej słońcem i tryskającej zdrowym blaskiem. Możesz podkreślić nim policzki, linię wzdłuż nosa, ramiona i ciało, nadając skórze efekt glow, czyli blasku.

3. Kolorowe maskary do rzęs potrafią zdziałać cuda. Przed wyjazdem przemyśl, w co się ubierzesz, i dopasuj tusz do stylizacji. Albo inaczej: spraw, by to właśnie barwa twoich rzęs była najważniejszym elementem wyglądu. Kolorowymi maskarami dobrze podkreślisz naturalną barwę oczu. Tuszami możesz też pomalować niektóre pasemka włosów, bo lato to świetny czas na eksperymentowanie z kolorami.

4. Lakiery do paznokci z efektem brokatu holograficznego – dzięki nim zaskoczysz wszystkich. Pod wpływem światła twoje paznokcie będą się mienić różnymi odcieniami.

5. Ciepłe, kolorowe błyszczyki – soczyste odcienie i lekki połysk dodadzą makijażowi dziewczęcej lekkości i będą świetnie pasowały do letnich klimatów.

Fryzura na sucho - idealna w podróży

Suchy szampon to jeden z najlepszych ułatwiających życie wynalazków, jakie pojawiły się w XX wieku. Zabieramy go na festiwale, w długą podróż i na siłownię.

 

Pierwszym tzw. suchym szamponem był amerykański Minipoo. Pojawił się na rynku na początku lat 40. W późniejszych latach reklamowała go słynna brytyjska modelka Twiggy. Producent podkreślał, że suchy szampon przedłuża trwałość koloryzacji i ondulacji, a także pozwala zaoszczędzić wodę i czas. Idealnie sprawdza się na biwaku i przed niespodziewaną randką. W pierwszych suchych szamponach składnikiem pochłaniającym sebum z przetłuszczonych włosów był talk. Dlatego brunetkom trudniej było go używać, bo bez odpowiedniego wyczesania był widoczny na ciemnych włosach.

Po latach mamy nie tylko ulepszoną technologię, ale i dłuższą listę sytuacji, w których suchy szampon jest niezastąpiony. Dobrze zaaplikowany jest najskuteczniejszym sposobem na zachowanie świeżych włosów na dłużej. Co więcej, naniesiony na czyste, właśnie umyte włosy odbije je od nasady, dzięki czemu doda im objętości. Przy takiej aplikacji włosy wytrzymają w dobrej kondycji 2–3 dni. To świetne rozwiązanie, np. przed podróżą.