Nowa moda fitnessowa: namiastka nieważkości

Bungee fitness – nowa moda fitnessowa. Zajęcia, na których poczujesz namiastkę nieważkości. Ale musisz być do nich przygotowana, poprawnie wykonywać
podstawowe ćwiczenia, stojąc mocno na nogach. A potem...

fot. Grzegorz Krzysztofiak

fot. Grzegorz Krzysztofiak


Najpierw dostajemy spodnie – dziwne, jakby ktoś wziął piankę do pływania i obciął górną połowę. Są prane po każdym użyciu – później przekonamy się, że po zajęciach będziemy nieźle spoceni. Zajęcia, na które przyszliśmy, to nowość na rynku nie tylko polskim, ale i światowym: bungee fitness.

Wchodzimy do pomieszczenia przypominającego salę tortur. Spod sufitu, przymocowane do potężnych haków, zwisają zwoje gum. Wpina się je w uprząż podobną do tej wspinaczkowej – instruktor dobiera liczbę i długość gum do wagi każdego ćwiczącego – i nagle przenosimy się na orbitę okołoziemską, a przynajmniej w krainę lekkiej nieważkości.

Robimy kilka kroków w przód, w tył, w bok, żeby poczuć opór liny. Wykonujemy przysiad, a guma sama podnosi nas do góry. Zwiększamy intensywność, marsz zamieniamy na bieg, dodajemy wyskoki – a guma nas zatrzymuje.



– Przez pierwsze pięć minut myślałam, że guma mnie blokuje. Po chwili zaczęło mnie ciekawić, co się dzieje z moim ciałem w nowej sytuacji – powie potem Kinga, instruktorka fitness, ćwicząca obok mnie. – To był zupełnie inny trening, z taką pracą mięśni przy klasycznym squacie (przysiadzie) nigdy się nie spotkałam. Było w tym coś spektakularnego.

Cała grupa wyskakująca równo w powietrze robi wrażenie. To ćwiczenie dostarcza najwięcej przyjemności: dwa–trzy kroki do przodu w rytm muzyki, mocne wybicie z obu nóg, jakbyśmy chcieli doskoczyć do sufitu, tyle że nie skaczemy w górę, ale w przód. Normalnie człowiek runąłby na brzuch, a tu miękko przytrzymuje go guma. Czuję się jak ptak. Dopiero na zdjęciach zobaczę, że latać też trzeba umieć – za mało napinam mięśnie brzucha i grzbietu, przez co jestem wygięty w łuk. A Kinga frunie wyprostowana jak bocian.

– Po zajęciach, po wypięciu się z liny, człowiek czuje się ociężały. Tęskni się do tej lekkości – dodaje Kinga. – Chociaż był też minus: ból głowy od ciągłych podskoków.

Wiatr we włosach

– Do tej zmiany ciśnień organizm szybko się przyzwyczaja i ból mija – zapewnia Natalia Jakuła, która razem z Pauliną Sudoł sprowadziła bungee fitness do Polski. Ten typ zajęć wymyślono w Azji, a dziewczyny poznały się rok temu w Holandii na jednym z pierwszych w Europie kursów tej odmiany fitnessu. Zorganizowały produkcję stanowisk w Toruniu, stalowe elementy z certyfikatem sprowadzają z Francji, gumowe liny z Włoch, a wykonanie uprzęży i spodenek zleciły w Polsce firmie obsługującej wspinaczy. Bungee fitness najlepiej sprawdza się w niskich salach, z sufitem na wysokości np. 2,60 m. – A często sale mają sufity podwieszane, do których nie można zamocować haków. Albo są wnętrzami industrialnymi, z plątaniną rur i kabli. Albo mają 4–5 m wysokości, a wtedy flow jest za duży – tłumaczy Natalia.

Natalia zauważa, że bungee fitness jest trochę podobny do TRX (trening w zawieszeniu, z wykorzystaniem taśm). – Ale tu lina jest elastyczna, jest dużo większy zakres ruchu niż na TRX. Poza tym na TRX ćwiczy się wyłącznie w pionie, a tu ruch jest i w pionie, i w poziomie. Pracuje więcej mięśni. Ale przede wszystkim więcej jest zabawy, bez tej ciągłej walki o życie – uśmiecha się.



Z drugiej strony bungee fitness jest też trochę podobny do modnych wciąż trampolin. – Różnica jest taka, że na trampolinach robimy bardziej kardio lub interwał, a nasze bungee to raczej wzmacnianie, konkretna praca mięśniowa. Na trampolinach są endorfiny, ale dopiero tutaj jest zabawa grawitacją i wiatr we włosach. Z każdymi kolejnymi zajęciami, z rosnącą pewnością ruchu, jest więcej zabawy.

Nadwaga nie przeszkadza

Nasz trening odbywamy w warszawskim klubie Just Jump Fitness prowadzonym przez Agnieszkę Szaniawską. Właścicielka opowiada, co klientki najbardziej lubią w bungee fitness:

Spodenki. Podczas intensywnych ćwiczeń działają podobnie jak zabieg foliowania ciała pod wysoką temperaturą.

Odciążenie. Bo to rewelacyjne ćwiczenia dla osób z nadwagą. Można w odciążeniu wykonywać squaty (przysiady), pompki, a nawet pady.

Spektakularność ćwiczeń. Rozmach i swoboda ruchu po opanowaniu techniki jest nie do osiągnięcia na żadnych innych zajęciach.

Ekskluzywny charakter. Na sali mieści się 30 trampolin, a stanowisk do bungee fitness – tylko 13.

Na co trzeba uważać

Lądowanie na rękach. Zwłaszcza, gdy ktoś miał kiedyś kontuzję nadgarstka.

Podskoki. Szczególnie przy schorzeniach kręgosłupa. Aby zmniejszyć ryzyko urazu, mocno spinamy mięśnie brzucha i pośladków.

Kinga (która, oprócz tego, że jest instruktorką fitness, jest także moją żoną) mówi zaraz po zakończeniu zajęć: – Ja już tęsknię do tego uczucia latania. To coś takiego jak być Tarzanem w wielkim mieście. Uczucie dzikiego rzucania się w przestrzeń jest jak żywcem wyjęte z kina akcji albo ze sportów ekstremalnych.



Tekst: Wojciech Staszewski, zdjęcia: Shutterstock, Bubgee Fitness, materiały prasowe

Przed treningiem, w trakcie, i po nim