Piękno kobiecego ciała. W poszukiwaniu idealnego wzorca

Postrzeganie piękna kobiecego ciała zmieniało się na przestrzeni wieków. I ciągle nie ma jednego obowiązującego wzorca.

Gdy Niki de Saint Phalle, francuska rzeźbiarka, zobaczyła przyjaciółkę w zaawansowanej ciąży, zachwyciła się pięknem jej ciała. Wrażenie to było tak silne, że postanowiła je utrwalić. Powstał cykl rzeźb, który na pierwszy rzut oka kojarzy się… No właśnie, wcale nie z Francją połowy XX wieku, w której żyła artystka, lecz z jaskiniami czasów prehistorycznych. Artystka dostrzegła w przyjaciółce to samo piękno kobiecego ciała, które ponad 20 tysięcy lat wcześniej podziwiali ludzie pierwotni.

Na przestrzeni wieków podejście do ciała zmieniało się tak, jak zmieniały się cywilizacje i religie. Dla jednych było pociągające, więc je odkrywano. Dla innych odwrotnie. Ciało oznaczało wstyd, wstręt i pokusę, zakrywano je więc szczelnie.

Zofia Stryjeńska, polska malarka początku XX wieku, swoje ciało ukrywała. Kobietom nie wolno było jeszcze wtedy studiować na akademiach, więc artystka przebierała się za mężczyznę. Wymóg ukrywania kobiecego ciała obowiązuje wciąż jeszcze w kulturze muzułmańskiej. Kobieca sylwetka jest więc tym, co budzi największe emocje, ale także wymagania – jej ciało musi być piękne. Jednak piękne w różnych kręgach cywilizacyjnych oznacza coś innego. Chinkom aż do początku XX wieku krępowano stopy jedwabnymi pasami. Kobiety poruszały się na zniekształconych nogach z gracją, która uwodziła mężczyzn. Z kolei azjatyckie plemię Ajnów tatuowało kobietom uśmiech wokół ust – tatuaż ten niekoniecznie budził podziw mężczyzn obcych kulturowo.

Od lewej: Lata 40. i 50., czyli Marilyn Monroe i moda na kobiece kształty; u góry po prawej: Fresk z Akrotiri pochodzi z czasów minojskich, Museum of Prehistoric Thera; u dołu po prawej: Bogata Chinka ze zdeformowaną stopą, zdjęcie wykonane około roku 1890, w oryginale czarno-białe, pokolorowane później.

Pojęcie piękna nie jest stałe. Jaskiniowcy dostrzegali je w szerokich biodrach, odpowiednich do łatwego rodzenia dzieci, i nie mniejszym brzuchu oraz piersiach. Obfite kształty oznaczały większą szansę przetrwania w warunkach prymitywnych, bez kaloryferów, własnego M4 i dobrze zaopatrzonej lodówki.  

Paleolityczna Wenus z Dolnych Vestonic, 29–25 tys. lat p.n.e., Moravské zemské muzeum.

Utrzymywanie się podobnego trendu widać wyraźnie w całej sztuce pierwotnej. Jednak już w biblijnej Pieśni nad Pieśniami król Salomon wychwala nie tylko piękno bioder, lecz przede wszystkim kobiece piersi.    

Z upływem lat w sztuce, która często jest jedynym źródłem wiedzy o dawnych kulturach, pojawiają się elementy świadczące o coraz większej świadomości ciała i umiejętności podkreślania jego uroku.

Afrodyta z Knidos, kopia rzymska wykonana na wzór niezachowanej rzeźby greckiego rzeźbiarza Praksytelesa, powstałej około 360 r. p.n.e.

Siła kobiecości

W Mezopotamii, między rzekami Eufrat i Tygrys, 4000 lat temu przechadzały się panie o ustach umalowanych na czerwono i mocno podkreślonych czernią brwiach. Nosiły też w uszach ciężkie kolczyki.

Podobnych używały mieszkanki greckich wysp epoki minojskiej. O ich wyglądzie wiemy dużo z zachowanych malowideł na Krecie oraz w mieście Akrotiri na wyspie Tera (obecnie Santoryn). Kobiety nosiły suknie modelujące wąską talię i rozszerzające się ku ziemi, całkowicie przykrywające nogi, lecz odkrywające piersi. Jeśli wierzyć minojskim freskom, kobiety miały duży biust, biodra krągłe i szerokie barki, co wyraźnie podkreślano strojem. Wzrostem dorównywały mężczyznom. W każdym razie takimi chciano je widzieć. Splecione fantazyjnie czarne loki i makijaż dopełniały reszty kobiecego wyglądu, który dziś kojarzyć się może z hiszpańskimi tancerkami flamenco.
 
Makijaż miał nie mniejsze, a może nawet większe znaczenie dla starożytnych Egipcjanek, które oczy otaczały grubą czarną obwódką. Jednak sylwetki kobiet znad Nilu były zdecydowanie smuklejsze niż Greczynek. Ramiona, wąskie biodra i piersi ukryte pod suknią tworzyły postać prostą i wydłużoną. Ich głowy zdobiły czarne włosy, warto jednak pamiętać, że Egipcjanki z wyższych sfer goliły głowy i zamiast włosów naturalnych nosiły peruki.

Starożytna Grecja słynęła z kultu męskiego ciała, jednak postać kobiecą także podziwiano. Nie mogło być inaczej, skoro pośród greckich bogów zasiadała bogini piękna, Afrodyta. Według mitu wyłoniła się naga z morskiej piany u brzegów Cypru. Przez artystów była jednak rzeźbiona w nieco twardszym materiale. Ideałem piękna stał się jej marmurowy posąg wykonany przez Praksytelesa. Podobno, gdy ukończona figura stanęła w mieście Knidos, budziła tak wielki zachwyt, że mężczyźni zakochiwali się w niej, jakby była żywą istotą.

Postać bogini, wielokrotnie naśladowana i uznawana za wzór także przez starożytnych Rzymian, nie miała bujnych kształtów jak jej poprzedniczki na Krecie, choć nie można powiedzieć, aby była szczupła. Dobrze zbudowana, piersi miała proporcjonalne, nie za duże i nie za małe, talię prawie niezaznaczoną i naturalnie wypukły brzuch.

Gdyby szukać słowa, które opisywałoby posąg Afrodyty, „naturalność” pasowałaby najlepiej. Może jeszcze „siła”, bo sprawność fizyczna, widoczna w sylwetce, była bardzo ważna zarówno w Grecji, jak i później w Rzymie.

A skoro już mowa o sprawności fizycznej – mięśnie i siła musiały być także cechą sylwetek kobiet Wikingów, które, jak mówią legendy, walczyły ramię w ramię z nordyckimi wojownikami.

Ukryte piękno

Rozwój religii chrześcijańskiej zmienił stosunek do ciała. Nie tylko kobiecego, do ciała w ogóle. Prawdziwe wartościowe życie miało być związane z Bogiem i światem
duchowym. Ciało, symbol życia doczesnego i grzechu, należało schować. Średniowieczne kobiety ukryte pod długimi sukniami z podniesioną aż pod biust talią i ciasnym stanikiem, wydają się małe, chude i pozbawione kobiecości. Włosy, w starożytności eksponowane i fryzowane, teraz chowane są pod czepcem. Zakładany jest on tak, aby wydobyć wysokie czoło, stanowiące najpopularniejszą w średniowieczu część kobiecej sylwetki.   

Dyptyk Alegoria prawdziwej miłości, 1485–1490, przypisywany Hansowi Memlingowi. Lewe skrzydło znajduje się w Nowym Jorku, w Metropolitan Museum of Art. Prawe w Rotterdamie, w Museum Boijmans Van Beuningen.

Talia, biust i blond włosy

Renesans w sztuce i filozofii, czyli powrót do wzorów antycznych, oznaczał także powrót do cielesności. Włoskie suknie zbierane w talii nareszcie odsłaniały ramiona. Pożądane stały się wszelkie krągłości. Ważny był też kolor włosów: kobiety barwiły je płukankami ziołowymi na blond, często z odcieniem rudawym. Prócz jasnych włosów modny był także słuszny wzrost, o czym niech zaświadczą noszone przez wenecjanki buty na obcasach dochodzących do pół metra wysokości. Podziw dla pań wysokich przetrwała wieki – Wiesław Michnikowski w Kabarecie Starszych Panów śpiewał wszak: „A z kobiet – dużą blondyną ty bądź!”.

Od lewej: Toaleta młodej kobiety, Giovanni Bellini, 1515 r., Muzeum Historii Sztuki, Wiedeń., po prawej: Nana, Édouard Manet, 1877 r., Kunsthalle, Hamburg.

Raz wyzwolona kobiecość długo nie dawała się ograniczać, czego dowodem są obrazy Rubensa lubującego się w sylwetkach obfitych. Jednak wiek kolejny, XVIII, powrócił do mody na wąską talię, ale i szerokie biodra, podkreślane przez suknie zakładane na metalowe stelaże. Podczas gdy stopy obute w pantofle miały być maleńkie, fryzury rosły do gigantycznych i niepraktycznych rozmiarów. Patrząc jednak na akty autorstwa Françoisa Bouchera, odnieść można wrażenie, że po zdjęciu całego oprzyrządowania wciąż ważny pozostał element pierwotny, czyli krągła i kobieca pupa.

Maxi, mini, midi

Powrót do naturalności kobiecego ciała nastąpił na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z modą na antyk. Kobiety mogły złapać oddech, ale tylko na chwilę, bo luźną, prostą suknię nawiązującą do antyku szybko zastąpiła moda na wąską talię osy, w której osiągnięciu miał dopomóc odbierający dech gorset.                           

Tajemnica jest, czy szczupła Maria Skłodowska-Curie nosiła gorset, jednak wiadomo, że gdy na początku XX wieku wyszła na spacer w długiej spódnicy, postanowiła skrócić ją dla wygody. Ten symboliczny gest wpisuje się w kolejną zmianę, która związana była tym razem nie z pięknem pożądanym przez mężczyzn, ale z walką kobiet o równouprawnienie.

Od lewej, u góry: Lata dwudzieste, lata trzydzieste… czyli im mniej kobieco, tym lepiej; u dołu: Walkę o równouprawnienie w latach 20. widać w modzie na sylwetki niekobiece, wyzwolone. Po prawej: Twiggy, czyli Lesley Lawson, w latach 60. rozpoczęła modę na szczupłe, dziewczęce sylwetki.

W latach 20. XX wieku spódnice zostały skrócone tak bardzo, że po raz pierwszy można było zobaczyć damskie nogi, a ciała nie krępował już ani gorset, ani bufiaste rękawy. Kobiety odrzuciły modę na kobiece kształty. Ukryły je pod sukienkami prostego kroju, starając się uzyskać smukłą chłopięcą sylwetkę.

Potem jednak pojawiła się Marilyn Monroe, o kształtach tak pełnych, że aż kojarzących się z prehistorycznymi figurkami Wenus. I wszystko zaczęło się od nowa.

Elisabeth (Nana), Niki de Saint Phalle, Muzeum Modernizmu i Sztuki Nowoczesnej, Strasburg.

Tekst: Ewa Jałochowska
Zdjęcia: Rue des Archives/Forum,  Capital Pictures/Forum, BE&W, Wikimedia Commons