fot. Getty Images

Przypudrowana opowieść - historia puderniczki

To, co „dawne”, wydaje się zdrowsze – i często takie jest. Ta zasada nie dotyczy kosmetyków. próbując sobie wyobrazić, czym pudrowały oblicza nasze praprababki, Można łatwo wpaść w popłoch.

Historię pudru należy mierzyć mileniami. Już 1,5 tys. lat p.n.e. w Chinach i Japonii kobiety nakładały na twarz mąkę ryżową, a do barwienia policzków używały ekstraktów roślinnych. Wszystko – domowa manufaktura.
W Europie było bardziej eksperymentalnie. Na początku ery panie traktowały twarz spylonymi minerałami, perłami i mąką. Potem najpopularniejsze i najdłużej używane okazało się bielidło z ołowiu, rtęci oraz kredy – dziś robimy się blade na samą myśl o tym. Była też wersja fluidu, a jakże! Proszek rozrabiano z octem i białkami jaj. Gruba warstwa mazidła pozwalała poprawić kolor i fakturę skóry. Blade oblicze było tak pożądane, że starożytni Grecy i Rzymianie malowali sobie na czole żyłki. Ten zwyczaj przetrwał aż do XVIII w., który wprowadził nową modę: muszki, czyli sztuczne pieprzyki. Maskowały ślady po ospie na twarzy lepiej niż proszek.

Elżbieta I Tudor z pudrem ołowianym, czyli „maska młodości” pod koniec XVI w. fot. Wikimedia Commons

Fabriqué en France

Jedną z pierwszych firm zajmujących się produkcją kosmetycznego pudru była Bour­jois Paris, założona w 1862 r. Do wprowadzenia na rynek Blanc de Perle (serum o tej nazwie produkuje obecnie marka Guerlain) doprowadził aktor Joseph-Albert Ponsin. Ucierał on proszki i kręcił pomady w mieszkaniu. Jedną z jego pierwszych klientek była młoda Sarah Bernhardt, bodaj najsłynniejsza francuska aktorka dramatyczna XIX w. Zainteresowanie produktem przerosło możliwości handlowe wynalazcy. Założył spółkę z Alexandrem Napoleonem Bourjois, którego nazwisko do dziś firmuje kosmetyki.

Reklama artystyczna końca XIX w.: aktorka Sarah Bernhardt używa pudru La Diaphane. fot. Alamy/BE&W

Z buduaru do torebki

Puder – podobnie jak róże, czernidła, pomady i szminki – był skrzętnie ukrywany w buduarze. Literatura przechowała opisy toaletek, na których prężyła się armia buteleczek i słoików. I choć dziś jesteśmy wdzięczne emancypantkom przede wszystkim za prawa obywatelskie, nie zapominajmy i o tym, że dzięki nim kobiety zyskały także swobodę innego rodzaju. Krótko mówiąc: wzięły torebkę pod pachę i ruszyły w świat.

Puderniczka z macicy perłowej, z lustrem, zabytek sprzed ponad wieku. fot. Super 8/Shutterstock

A w torebce nie mogło zabraknąć pudru! Pierwsze pudełeczka na sypki puder były przedmiotami luksusowymi. W muzeach można dziś podziwiać stuletnie cacka – złote, platynowe, z macicy perłowej, emalii, wysadzane kamieniami – firmowane przez złotników i marki perfumiarskie. Puderniczka z lusterkiem ujrzała światło dzienne w szalonych latach 20. 

Reklama prasowa Max Factor z końca lat 50. fot. Alamy

Pudrowy zawrót głowy

W latach 60. zaczęły się pojawiać puderniczki plastikowe, z wymiennym sprasowanym wkładem. Z czasem zaprzestano wymieniać wkłady – dziś kupujemy plastikowe puderniczki z lusterkiem. W latach 80. poszerzyła się oferta odcieni, rewolucją było wprowadzenie pudru dla kobiet czarnoskórych. Każda firma ma w ofercie dziesiątki odmian kosmetyku. Oprócz pudru sypkiego, nakładanego pędzlem, i prasowanego, noszonego w torebce, mamy puder w kulkach czy mozaikowy. Jest też rozświetlający. I wreszcie brązujący, dzięki któremu każda z nas może pięknie wymodelować twarz. Mamy w czym wybierać, miłe panie!

Puder nakładany pędzlem – kolaż współczesny. fot. AlexAnnaButs/Shutterstock

Tekst: Róża Konopka