Siła boskiego zmysłu. Historia perfum

Magiczną moc perfum nasi przodkowie doceniali już w starożytności. I choć dziś są bardziej dostępne – wciąż fascynują.

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock


Jeden z najlepszych perfumiarzy świata, Jacques Polge, uważa, że zapach jest językiem, który nie potrzebuje słów, uniwersalnym bez względu na czas i miejsce.
Ma sporo racji, bo węch to najbardziej pierwotny ze wszystkich zmysłów. Zapachy przywołują wspomnienia i emocje nawet z dalekiej przeszłości. Mają też siłę uwodzenia, stąd od wieków wykorzystuje się je jako afrodyzjak. Ponadto, choć niewidoczne, stanowią naszą wizytówkę, decydując o pierwszym wrażeniu. To ważne narzędzie w kreowaniu wizerunku, coraz chętniej wykorzystywane przez speców od marketingu i biznesu. Dzięki nim możemy dodać sobie pożądanych cech. Stąd osoby na wysokich stanowiskach chętnie wybierają perfumy z wyraźnymi nutami skóry czy korzenno-orientalne, które podkreślają determinację, siłę i pewność siebie. Z kolei lekarze sięgają raczej po dyskretne zapachy, np. wody kolońskie o lekkim aromacie ziół i cytrusów, które budzą zaufanie, dodają powagi i profesjonalizmu.

Boskie zapachy

Niezwykłe właściwości zapachów były wykorzystywane od zawsze. Słowo „perfumy” pochodzi od łacińskiego pro fumum, czyli „poprzez dym”. Starożytni Rzymianie wierzyli, że wraz z dymem dusza odchodzi w zaświaty, a dzięki przyjemnemu zapachowi zaskarbia sobie przychylność bogów. W antycznym Rzymie perfumy powstawały na bazie olejów, bardzo drogich i sprowadzanych z Grecji, Arabii i Egiptu.
I to właśnie starożytny Egipt uchodzi za kolebkę perfumiarstwa. Egipcjanie uważali perfumy za święte i nazywali je „potem bogów”. Wytwarzali je metodą maceracji, czyli namaczania roślin, żywicy i kwiatów w tłuszczu zwierzęcym, przez co miały one postać gęstej, oleistej maści. Aromatyczne kadzidła i pachnidła, m.in. na bazie żywicy, jałowca, mirry i olibanum, były niezwykle cennym towarem, dostępnym tylko dla monarchów i arystokratów. Stanowiły również nieodłączny element rytuałów odprawianych przez egipskich kapłanów, którzy wykorzystywali je też w procesie mumifikacji. Wierzono, że balsamowanie, czyli namaszczanie zwłok olejkami, zapewni zmarłemu nieśmiertelność. Perfumy uchodziły też za seksualny wabik. Dlatego Egipcjanie nosili na głowach perfumowane stożki z olejkami zapachowymi, m.in. z lotosu, który uważano za silny afrodyzjak. Legenda głosi, że Kleopatra kazała nasączyć odurzającymi wonnościami żagle statku, na którym witała przybywającego do Egiptu Marka Antoniusza.

Dla zdrowia i urody

W średniowieczu perfumy stosowano głównie do celów medycznych.
W przyklasztornych ogrodach mnisi uprawiali lecznicze zioła, na bazie których tworzyli wonne remedia, te zaś miały chronić przed licznymi w tych czasach chorobami. Obok upuszczania krwi i środków przeczyszczających aromaterapia stanowiła główny sposób zapobiegania epidemiom, m.in. dżumy, która w 1347 r. zabiła jedną czwartą ludności Europy. Fascynacja Orientem i rozwój wymiany handlowej sprawiły, że do Europy zaczęły docierać drogocenne olejki ze Wschodu. W XVI w. upowszechniła się też metoda destylacji, zapożyczona z kultury arabskiej.



Powiew luksusu

Rozkwit sztuki perfumiarskiej nastąpił jednak kilka wieków później, w epoce renesansu. Sprzyjały temu dalekomorskie wyprawy i otwarcie nowych szlaków handlowych. Dzięki odkryciom geograficznym, m.in. Krzysztofa Kolumba, Vasco da Gamy i Ferdynanda Magellana do Europy zaczęły napływać nieznane wcześniej przyprawy i wonne składniki, jak wanilia czy styraks (żywica balsamiczna). Specjalistami w dziedzinie perfumiarstwa stali się XVI-wieczni alchemicy, którzy szczególnie prężnie działali we Florencji.
Z eliksirów wytwarzanych w założonej w XIII w. przez dominikanów perfumerii Santa Maria Novella bardzo chętnie korzystała Katarzyna Medycejska. Gdy została królową Francji, włoska moda na pachnidła opanowała też Paryż. Hitem wśród arystokracji były perfumowane rękawiczki, wonne pomady oraz pomandry, czyli ozdobne kule ze złota lub srebra, wypełnione aromatycznymi mieszankami na bazie bardzo kosztownych ekstraktów odzwierzęcych: ambry, cywetu i piżma.
W XVII i XVIII w. centrum perfumiarstwa stało się Grasse w Prowansji. Na tamtejszych plantacjach uprawiano lawendę, różę, jaśmin, tuberozę, irysy, narcyzy i geranium.
Z produkowanych na ich bazie perfum i pachnących pudrów masowo korzystał francuski dwór królewski. Mówi się, że w Wersalu perfumowano wszystko, od ciała przez peruki, ubrania, meble, a nawet jedzenie. Zapachy miały nie tylko chronić przed chorobami i maskować przykre wonie będące wynikiem powszechnego wówczas braku higieny. Stanowiły też symbol statusu społecznego. Pod koniec XVIII w. w Paryżu kontrolę nad rynkiem przejęły duże wytwórnie, zarządzane przez słynne rody perfumiarzy: Lubin, Houbigant czy Piver. Marki te istnieją do dziś i z powodzeniem korzystają z dziedzictwa swoich założycieli.



Natura i chemia

Największy przełom w sztuce tworzenia zapachów przyniosły jednak zdobycze technologiczne XX w. Obok naturalnych komponentów zaczęto wykorzystywać substancje chemiczne powstałe w laboratorium: kumarynę o zapachu siana, sztuczne piżmo, wanilinę czy aldehydy o lekko mydlanym aromacie. Obniżyło to koszty produkcji i sprawiło, że perfumy stały się tańsze i bardziej dostępne. Pozwoliło też na zastąpienie drogich i kontrowersyjnych etycznie składników pochodzących z wydzielin gruczołów zwierząt – takich jak ambra, kastoreum, cywet czy piżmo – nutami syntetycznymi. Zresztą ze względu na ochronę zwierząt stosowanie składników odzwierzęcych zostało w wielu krajach (m.in. w Unii Europejskiej) prawnie zakazane.



Tekst: Anna Wilk, fot: BE&W, Shutterstock.com, Egyptian Museum/University of Bonn, Wikimedia Commons