fot. Shutterstock

Szczęśliwe zwierzaki, czyli najlepsza dieta domowego pupila

Każdy, kto ma w domu kota albo psa, chciałby dla niego jak najlepiej. Dlatego lekarze weterynarii tak często słyszą pytanie: „Jak karmić, aby zwierzak był zdrowy, zadowolony i pełen energii?”

Psy są z nami najdłużej, udomowiliśmy je jakieś 20–40 tys. lat temu. Z kotami znamy się od dziesięciu tysiącleci. Kiedyś koty żywiły się myszami, a psy resztkami naszych posiłków i jakoś żyły. Dziś traktujemy je z większym szacunkiem, prawie jak członków rodziny. Są dla nas bardzo ważne, kochamy je, dbamy o ich zdrowie, staramy się dobrze karmić. Na forach internetowych, gdzie spotykają się miłośnicy zwierząt, jedzenie dla pupili jest przedmiotem najliczniejszych komentarzy. Niestety, często dyskusje te mają więcej wspólnego z naszymi poglądami i stylem życia niż ze zdrowym rozsądkiem.

Najważniejsze: nie przekarmiać!

– W żywieniu zwierząt domowych najważniejsze są: ilość podawanej karmy, jej jakość i to, czy jest ona zbilansowana, przystosowana do wieku i wielkości zwierzęcia, jego ewentualnych problemów zdrowotnych, warunków, w jakich żyje (np. czy kot wychodzi na dwór, czy też całe życie spędza w mieszkaniu), często także rasy – mówi dr Sybilla Berwid-Wójtowicz. – Gotowe karmy, zwłaszcza te produkowane przez firmy mające własne laboratoria, współpracujące z dietetykami i kontrolujące proces produkcji już od surowca, dają nam gwarancję jakości. Możemy zaufać, że będzie w niej wszystko, czego zwierzę na danym etapie życia potrzebuje. Że nie będzie w niej pasożytów, bakterii i szkodliwych substancji. Na opakowaniach karm gotowych znajdziemy bardzo dokładne wskazania, ile powinien dostawać nasz ulubieniec. To niezmiernie ważne – podkreśla pani doktor. – Przekarmianie zwierzęcia bardzo szybko doprowadzi do jego otyłości, a w konsekwencji do wynikających z niej chorób: problemów z układami ruchu i krążenia, trudności z oddychaniem, cukrzycy, nowotworów i chorób tarczycy. Innymi słowy – do gorszego, mniej komfortowego i, niestety, krótszego życia.

"A co zrobić, jeśli mój pies w ogóle nie chce jeść suchej karmy?" – pytają na forach.

– Jeśli dotychczas właściciel dawał psu karmę mokrą albo jedzenie domowe, na przykład trzy razy dziennie pełną miskę, nie powinien się dziwić, że gdy wsypie do tej miski tyle samo suchej karmy, pies ją zostawi – tłumaczy dr Berwid-Wójtowicz. – W karmie mokrej jest nawet 80 proc. wody, w suchej tylko 10 proc. Suchej daje się o wiele mniej, inaczej albo przekarmimy zwierzę, albo chrupki nie zostaną zjedzone. W przypadku kotów szczególnie ważne jest rygorystyczne odmierzanie porcji. Jeśli rano nasypiemy za dużo chrupków, kot je zje, choć wcale nie będzie głodny – zrobi to po prostu z nudów.

– Ważną rzeczą, o której trzeba pamiętać, stosując karmę suchą, jest odpowiednia ilość wody – mówi doktor. I dodaje: – Koty nie lubią mieć miseczki z wodą obok tej z jedzeniem. W naturze też rzadko piły tam, gdzie polowały. Lepiej ustawić ją w drugim pokoju, chociażby na parapecie, albo w inny sposób zapewnić możliwość picia wody w ruchu: są specjalne poidełka-fontanny, można nawet zostawić kapiący kran nad zlewem. Kot na pewno sobie poradzi.

Często właściciele zwierząt, którzy chcą dla nich jak najlepiej, starają się urozmaicać ich posiłki. – To niepotrzebne – zaznacza dr Berwid-Wójtowicz. – Im bardziej przewidywalna, „nudna” dieta, tym dla zwierzęcia lepiej. Jeśli dobrze rośnie i jest zdrowe, nie kombinujmy. Jednak jak już zmieniamy karmę, np. z mokrej na suchą, z domowej na gotową – róbmy to stopniowo, na przestrzeni tygodnia, cały czas obserwując reakcje ulubieńca.

Lekarze weterynarii często pytani są też o żywienie mieszane – trochę karmy domowej, trochę chrupków, trochę saszetek, raz na jakiś czas kawałek ryby czy wątróbki. Czy tak wolno? – Trudno tego zakazać – odpowiada dr Sybilla. – Jednak wtedy trzeba zwracać tym większą uwagę na ilość jedzenia i jego zbilansowanie, często dodawać jakieś suplementy i pilnować proporcji, aby nie okazało się, że podana rano sucha karma zaspokoiła już zapotrzebowanie na substancje odżywcze.    

Dla nas dobre, im szkodzi

Problem: „karma domowa czy gotowa?” nurtuje wielu właścicieli zwierząt. Poprosiłam panią doktor, aby skomentowała trzy najczęściej powtarzające się opinie. Oto one:
Mój pies ma jeść to co ja. Niestety, jedzenie dobre dla ludzi niekoniecznie jest odpowiednie dla zwierząt. Zawiera przyprawy, sporo soli, składniki, których nasze zwierzęta nie trawią. Warzywa, uznawane przez nas za zdrowe, np. czosnek i cebula, podawane nawet w niewielkich ilościach, prowadzą do anemii, która daje efekty chorobowe dopiero po jakimś czasie. My lubimy bakalie, ale dla zwierząt nie są one dobrą przekąską, szczególnie rodzynki, które, podobnie jak świeże winogrona, prowadzą do niewydolności nerek. Właściciele zwierząt, którzy skłaniają się ku karmieniu ich resztkami ze stołu, często mówią: „Psy są z nami od czasów jaskiń i zawsze jadły to co ludzie – to czemu nagle teraz nie mogą?”. Ale, ale – czy my dalej mieszkamy w jaskiniach? Ponadto: psy i koty dawniej żyły średnio po kilka lat – dziś, kiedy o nie dbamy i odpowiednio je żywimy, żyją kilkanaście, bywa że dłużej. Są zdrowsze i szczęśliwe. Przy okazji: warto wiedzieć, że ludzie, którzy mają psy (wg badań Uppsala University), sami żyją dłużej w zdrowiu, są mniej zestresowani. Posiadanie zwierzęcia zwiększa komfort życia i korzystnie wpływa zwłaszcza na osoby samotne. Więc skoro zwierzęta tak wiele nam dają – zróbmy wszystko, aby były z nami tak długo, jak to możliwe.

Sama przyrządzę karmę, stać mnie na najlepsze składniki. Aby domowe jedzenie było odpowiednio zbilansowane, trzeba mieć wiedzę, której większość z nas nie posiada: ile zwierzakowi w danym okresie życia potrzeba białka, tłuszczu, a ile uzupełniająco węglowodanów oraz – w jakiej postaci te składniki są optymalnie przyswajalne. Trzeba dodawać do karmy suplementy, tyle, aby zwierzęciu nie zaszkodzić, bo więcej nie oznacza lepiej. Wreszcie – karmiąc psa czy kota karmą domową, trudno dokładnie stwierdzić, ile powinien jeść, aby ani nie tracił na wadze, ani nie tył. To wszystko da się zrobić, jednak wyłącznie we współpracy z lekarzem weterynarii, a jeszcze lepiej z dietetykiem zajmującym się żywieniem zwierząt. Dodajmy, że przygotowanie dobrej karmy, codziennie świeżej, jest czasochłonne. I – jeśli rzeczywiście używamy składników wysokiej jakości – znacznie droższe niż karma gotowa. Przy okazji warto poruszyć kwestię jedzenia surowego – niektórzy posiadacze zwierząt uważają, że psy i koty powinny dostawać surowe mięso. Istotnie podnosi to ryzyko zachorowań. Surowe mięso jest źródłem drobnoustrojów chorobotwórczych, które mogą prowadzić do infekcji tak bakteryjnych, jak i pasożytniczych. I choć być może nasz pies poradzi sobie np. z pałeczkami salmonelli i nie dostanie po nich biegunki, to będzie nosicielem i stanie się niebezpieczny dla domowników, z którymi ma kontakt, w szczególności dzieci i osób starszych z osłabioną odpornością.

Jestem weganką. Mój zwierzak też nie będzie jadł mięsa. Na rynku niszowym dostępne są też karmy wegańskie i wegetariańskie dla psów i kotów. Niestety, nie posiadają żadnych wiarygodnych testów laboratoryjnych potwierdzających, że są optymalnie przyswajane przez zwierzęta. Dlatego warto zastanowić się nad tym, czy chodzi nam o własną filozofię życia, czy też o dobro zwierzęcia. Bo np. koty to typowi mięsożercy: mają zęby ostre, nieprzystosowane do rozcierania i żucia pokarmu, jednokomorowy żołądek i krótkie jelita. One bezwzględnie powinny dostawać produkty pochodzenia zwierzęcego, bo z nich są w stanie pozyskać substancje odżywcze (np. witaminę A, taurynę). Pochodzące od wilków psy to – anatomicznie – też mięsożercy. Ale one tak długo żyją z nami, że w drodze udomawiania przystosowały się do zróżnicowanej diety i dobrze sobie radzą z trawieniem węglowodanów. W związku z tym, choć źródło białka w psiej diecie powinny stanowić produkty odzwierzęce, to dodatek roślin jest jak najbardziej wskazany – tym bardziej że to źródło witamin oraz makro- oraz mikroelementów.

Ale tu ciekawostka! Jednym z najstarszych psów świata (wg Księgi rekordów Guinnessa) była mieszkająca w Anglii suka Bramble rasy border collie. Przeżyła 27 lat i 211 dni – i była na diecie wegetariańskiej. Jej właścicielka miała jeszcze siedem innych psów, wszystkie na diecie wege; pięć z nich także dożyło sędziwego wieku: przekroczyło 20. rok życia – więc nie wygląda to na odosobniony przypadek!

Tekst: Inka Wrońska, konsultacja: dr n. wet. Sybilla Berwid-Wójtowicz

fot. Shutterstock