fot.: iStock

Te paskudne kleszcze... co na nas poluje?

Kleszcze czekają na swoje ofiary w trawie, wcale nie trzeba wchodzić do gęstego lasu, by narazić się na spotkanie z nimi. Możesz wyjść na spacer z psem po osiedlu, by wieczorem podczas zakładania piżamy znaleźć intruza na swoim ciele. Wyczuwają nas z odległości kilkunastu metrów. Kleszcze, komary i meszki. Co robić, by nie stać się ich ofiarą?

Kleszcz na trawie rozpościera swoje odnóża, które działają jak radary. Gdy przechodzimy obok, we właściwym momencie zsuwa się z trawy na naszą nogę. Długie spodnie i buty zakrywające stopę stanowią w pewnym stopniu ochronę przed jego atakiem, ale kleszcz ma siłę, cierpliwość i czas – może przez kilka godzin wspinać się, poszukując dostępu do skóry. Może wbić się w skórę na karku, za uchem, w fałdkach przy pośladku, pod pachą, w pachwinie... To miejsca, które należy dokładnie oglądać po powrocie z wycieczki.

Usunąć intruza

Co robić, gdy zobaczymy kleszcza wbitego w nasze ciało? Nie czekać, tylko jak najszybciej go wyjąć. Najbezpieczniej chwycić go przy skórze specjalnym „sprzętem” kupionym w aptece albo drogerii (kleszczokarta albo małe lasso) i zdecydowanym ruchem wyciągnąć. Potem zdezynfekować miejsce, w którym pajęczak był wbity.

To, kiedy i jak usuniemy kleszcza, może mieć znaczenie w przypadku ewentualnego zakażenia boreliozą. Krętki boreliozy znajdują się w jelitach pajęczaków. Gdy kleszcz pije naszą krew, budzą się, wędrują wyżej do ślinianek i są wstrzykiwane do ciała ofiary. Na to trzeba wielu godzin żerowania, dlatego im dłużej kleszcz trzyma się naszej skóry, tym większe ryzyko zakażenia boreliozą (o ile oczywiście dany okaz jest nosicielem tej choroby). To wystarczający powód do szczegółowego oglądania swojego ciała (a także ciał naszych bliskich) po każdym dniu spędzonym na działce i po każdym spacerze, podczas którego nie chodziliśmy tylko po asfaltowych ścieżkach.

Warto też wiedzieć, że zdecydowane wyjęcie kleszcza to jedyna skuteczna metoda na bezpieczne pozbycie się go. Nie wierz w porady typu podpalanie zapalniczką, smarowanie tłuszczem - walka z kleszczem na naszej skórze zmieni go w "zastrzyk z bakteriami".

Inną, również niebezpieczną chorobą, jest kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Wywołują ją wirusy, które czekają w śliniankach kleszczy i możemy się nimi zakazić zaraz po wbiciu się pajęczaka w naszą skórę. Choroba zaczyna się jak grypa. Co będzie dalej, często zależy od naszego układu odpornościowego. Organizm może zwalczyć wirusa. W gorszych wypadkach dochodzi do porażenia nerwów. U niektórych osób może dojść do zapalenia i uszkodzenia mózgu. Warto rozważyć więc szczepienie przeciwko KZM.

Wszystko, co dotyczy kleszczy, brzmi groźnie. Coraz bardziej boimy się tych pajęczaków. Ale nie można też popadać w paranoję - ograniczanie dzieciom lub sobie kontaktów z naturą nie jest najlepszym pomysłem. Spotkanie z kleszczem to ryzyko, na które trzeba się po prostu dobrze przygotować.

Inni krwiopijcy

Komary i meszki również mogą zniechęcać nas do przebywania na świeżym powietrzu. Swędzące bąble mogą skutecznie uprzykrzyć każdy wypoczynek. Owady te znajdują nas bez trudu – wabi je pot, a szczególnie znajdujący się w nim kwas mlekowy, i podwyższone stężenie dwutlenku węgla w wydychanym powietrzu. Przyciągają je też ciemne ubrania, perfumy i kosmetyki o kwiatowych i owocowych zapachach.
Chcąc się przed nimi chronić, zwykle sięgamy po specjalne spreje, których zapach działa odstraszająco. Na zmianę z nimi można stosować naturalne metody – olejki eteryczne, np. goździkowy, paczulowy czy eukaliptusowy. Owady te nie lubią też aromatycznych ziół, a zwłaszcza bazylii, lawendy, mięty, rozmarynu, melisy i czosnku – warto więc posadzić je w doniczkach i ustawić na balkonie. Na szczęście w naszym klimacie nie musimy się obawiać, że komary zarażą nas malarią czy inną groźną chorobą. Z reguły ukąszenie kończy się łagodnym miejscowym zapaleniu skóry, ze swędzeniem, zaczerwienieniem, czasami lekkim bólem, pieczeniem i opuchlizną. Najważniejsze, by nie drapać rany, bo wtedy objawy się nasilają i zwiększa się ryzyko zanieczyszczenia lub zakażenia ranki.

 

Tekst: Wojciech Moskal