fot. Mayer George/Shutterstock

Zdrowe, sprężyste ciało. Czy uda się wygrać ze starością?

Dbamy o nie już od 10 tysięcy lat (z przerwą na wieki średnie). Zdrowe i sprężyste ozdobi każde ubranie.

Bogatym Egipcjankom urodę zapewniały maści z żółtek, mleka, miodu i rozjaśniającej skórę gliny. Kremy robiło się również z żywicy, wosku, oliwy, zwierzęcego tłuszczu oraz  roślin. Pastą z cukru usuwano zbędne owłosienie, a do ścierania suchego naskórka służył alabastrowy pył.
Kąpiele w mleku, z których słynęła Kleopatra, działały jak lekki peeling. Królowa używała też olejku migdałowego, owocowego octu, soli z Morza Martwego. Jej perfumy zawierały żywice odstraszające owady.

Starożytny Egipt: drewniana kosmetyczka ówczesnej elegantki. fot. BE&W

Maska z odchodów krokodyla

Starożytni Grecy wierzyli, że kształtna sylwetka idzie w parze z bystrym umysłem i umiłowaniem sztuki. Aby mieć ciało jak Afrodyta, Greczynki uprawiały sporty na świeżym powietrzu. Rozjaśniały cerę białym, trującym (tego nie wiedziały) ołowiem. Wkrótce zastąpi go kredowy pył.
Rzymianie pół życia spędzali w termach. W modzie były scruby, np. z nasion i korzeni irysa, oraz maseczki z mąki ziemniaczanej, miodu i... odchodów krokodyla – ponoć spłycały zmarszczki i zwężały pory.
Rzymianki kąpały się w kozim i oślim mleku lub serwatce – to dobry środek antybakteryjny. Po łaźni ciało nacierały maściami z szafranem, płatkami róż lub lilii, mirtem, laurem i pudrowały je białym marmurowym pyłem.

IV w. n.e.: wysportowane Rzymianki w strojach sportowych (mozaika z sycylijskiej Villa Romana del Casale)

Woda psuje ciało?

W średniowieczu mydło uważane było za kosztowny środek leczniczy. Cerę rozjaśniano pudrem z mąki pszennej. Jednak gdy przez Europę przeszła fala zarazy, łaźnie zostały zamknięte.
Kościół głosił wówczas, że człowiekowi wystarcza obmycie z grzechów przez chrzest, a święte Agnieszka i Kunegunda podobno nigdy się nie myły! Aby zabić przykrą woń, używano pachnideł z krajów arabskich: ambry, piżma i cybetu.
Renesans to powrót do ideałów antyku. W wodzie myją się jednak tylko ludzie niższego stanu, arystokraci uważają, że może ona wniknąć do wnętrza ciała i… je popsuć. W baroku z higieną było jeszcze gorzej: chętnie zraszano twarz wodą różaną lub jaśminową, cerę pokrywano ryżowym pudrem, a na wypryski naklejano ozdobne muszki. Gotowe.

Z lewej: 1832 r.: wyemancypowana dama rozciągająca się na drążku, z prawej: 1927 r.: kosmetyki stają się coraz powszechniejsze – reklama kremu Ozozo, fot. Wellcome Images

Maszyny do masażu

Gimnastyka i świeże powietrze stały się ponownie modne dopiero w XIX w. Popularnością zaczęły cieszyć się lecznicze kąpiele i mokre kompresy na ciało. System wodolecznictwa oparty na natryskach opracował ksiądz Kneipp. Skromny proboszcz z Bawarii leczył ludzi za pomocą natrysków, kąpieli, nasiadówek. Kazał myć się codziennie, zdrowo odżywiać, spacerować. Posłuchały go tysiące ludzi. Powstały pierwsze salony kosmetyczne: Helena Rubinstein otworzyła swój w 1908 r., Elizabeth Arden dwa lata później. Zabiegi łączono z poradami dietetycznymi i gimnastyką, którą można było wykonać na miejscu. Kosmetyki staniały, bo zaczęto wytwarzać je przemysłowo. Damy błękitną kredką domalowywały sobie delikatne żyłki na dekolcie, by ciało wyglądało na jaśniejsze.

1961 r.: salon Heleny Rubinstein w Nowym Jorku, fot. BE&W

Epoka maszyn i stali, także do kosmetyki wprowadziła (nie zawsze bezpieczne) wynalazki: maszyny do masażu, rozciągania kręgosłupa, prostowania nosa, poprawiania uszu. Wiek XX i XXI to rosnąca popularność skalpela i medycyny estetycznej. Czy uda się wygrać ze starością? Trudno powiedzieć – na pewno nie przestaniemy próbować!

fot. Puhhha/Shutterstock

Tekst: Aldona Wiśniewska