W trakcie nagrywania reklamy czuło się już magię świąt. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Akcja Podaruj Misia. Wesołych! Rodzinnych! Zdrowych!

Barszcz czy grzybowa? A może obie?! Aniołek, Gwiazdor, Dzieciątko czy jednak Mikołaj? O swoich świętach opowiadają nam Katarzyna Kolenda-Zaleska, Piotr Kraśko, Maja Ostaszewska i Agnieszka Woźniak-Starak. To oni w tym roku razem z projektantami stylizowali misie dla akcji Podaruj Misia.

Najcieplej wspominamy święta z dzieciństwa. – Moja babcia pochodziła z Wilna i w święta jedliśmy wschodnie potrawy wigilijne. Była więc kutia, były śliżyki, kruche ciasteczka, które się wrzucało do mleka makowego. W Wilnie, w którym mieszało się przed wojną wiele kultur, jednym z tradycyjnych dań był też forszmak: mielony śledź z jabłkiem i cebulą. Obłędnie pyszne to było. Dziadek Konstanty raz nie usiadł do stołu, bo babcia o tym daniu zapomniała. Wigilijna wieczerza odbyła się z opóźnieniem, ale babcia szybko forszmak zrobiła – wspomina Piotr Kraśko. – I zawsze też był barszcz – dodaje.

– U nas grzybowa! – opowiada Katarzyna Kolenda-Zaleska. – I to według przepisu, który w naszej rodzinie obowiązuje od zawsze. Mam go, ale jeszcze sama jej nie zrobiłam – przyznaje. To, czego nie mogło zabraknąć w jej krakowskim domu, w którym do dziś obchodzi każdą Wigilię, to pierogi z kapustą i grzybami, makowiec oraz kapusta.

Agnieszka Woźniak-Starak, Katarzyna Kolenda-Zaleska (prezes Fundacji TVN „Nie jesteś sam”), Piotr Kraśko i Maja Ostaszewska świetnie się bawili w czasie zdjęć do okładki grudniowego „Skarbu”. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

– A u nas były i barszcz, i grzybowa. Mama świetnie gotuje i jeśli chodzi o święta i przyjmowanie gości, zawsze miała tendencje do przesady. Obfitość to był temat przewodni naszej postnej kolacji: karpie we wszystkich możliwych postaciach, tak samo śledzie – wspomina Agnieszka Woźniak-Starak. Jej babcia piekła wspaniały makowiec. – Puszysty, na lekkim cieście drożdżowym, z małym zakalcem, wilgotny. Miał dużo maku i był gigantyczny. To najlepiej zapamiętany smak świąt – mówi.

Maja Ostaszewska, wegetarianka od dziecka, uwielbia wigilijne potrawy. – W naszym domu jednego dnia był barszcz, a następnego grzybowa. Przepyszne zupy, które najpierw gotowała moja babcia, a potem mama – mówi. – Były też gołąbki wegetariańskie, łazanki, genialny sernik mojej mamy i makowiec. Zawsze to samo, na co czekało się przez cały rok.

Niektórzy pamiętają, jak do tradycyjnych 12 potraw wliczało się nawet herbatę i chleb. – Był kryzys, wszystko na kartki, dorośli się pochorowali, więc stanąłem w czterogodzinnej kolejce do sklepu, żeby kupić cokolwiek na święta, co będzie. I do dziś nie pamiętam, co to było – mówi Piotr Kraśko.
 

Michel Moran i Agustin Egurrola – kto z nas nie marzył, żeby choć raz być pomocnikiem Mikołaja... Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Karp wiecznie żywy

Święta kojarzą się miło, ale chyba każdy z nas ma tę jedną z 12 wigilijnych potraw, za którą nie przepadał. – Nie mogę przyzwyczaić się do karpia. Zamieniłbym go na łososia, głównie z powodu ości i smaku. Grzecznościowo przez lata udawałem, że go jem, ale teraz już mniej się zmuszam – wyznaje Piotr Kraśko

Karpia, ale tylko w galarecie, unikała Agnieszka Woźniak-Starak. – Nie chcieliśmy go też jeść dlatego, że wcześniej pływał w łazience w wannie. Nikt nie chce nawet wspominać, jak trafiał stamtąd na świąteczny stół. Dziś już na szczęście jesteśmy o wiele bardziej świadomi i ryb nie męczymy – mówi Agnieszka Woźniak-Starak. 

Nie ma to jak na barana u Mateusza Gesslera – szybko odkryli to mali aktorzy występujący w reklamie. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

– Kiedy pojawia się jakiekolwiek zwierzę w domu, dziecko natychmiast traktuje je jak przyjaciela. To, że któregoś dnia się je zabija, jest straszne. Moi rodzice, którzy nie jedli żadnego mięsa z powodów etycznych, ale także moi dziadkowie, jedzący na co dzień ryby, oszczędzili mi traumy związanej z karpiem w wannie. Kupowanie żywych karpi, przenoszenie ich w plastikowych torebkach bez wody jest znęcaniem się nad nimi, a to żywe istoty odczuwające ból i stres – mówi Maja Ostaszewska

Okazuje się, że kutia też nie wszystkim przypadła do gustu. Za słodka wydawała się Mai, a Katarzyna Kolenda-Zaleska pamięta doskonale, kiedy pojawiła się na stole w jej domu. – Nikt jej nie tknął. Raz też mama zrobiła kluski z makiem, choć sama wcześniej wielokrotnie opowiadała, że to była zmora jej dzieciństwa. Mieliśmy ich ten jeden jedyny raz spróbować – śmieje się Kasia. 

Choinki pachniały świętami w studiu tak intensywnie i zapraszały do dekorowania, że Anita Werner, Monika Olejnik i Grzegorz Kajdanowicz nie mogli się oprzeć. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Skąd się biorą prezenty

W Mikołaja Piotr Kraśko do dzisiaj trochę wierzy. Niby go nie ma, a jednak listy się do niego pisało i prezenty były. A teraz jego dzieci też wiedzą, że niby tata za tym wszystkim stoi, ale do końca nie są pewne.

Ale jak ten wszędobylski Mikołaj, wielkopolsko-kujawski Gwiazdor, Dzieciątko z Górnego Śląska czy małopolski Aniołek umieszczał w takim razie te wymarzone kolorowe paczki pod choinką? – Zawsze wychodziliśmy na dwór sprawdzić, czy już jedzie na saniach, a gdy wracaliśmy, prezenty już były – wspomina Piotr Kraśko. – Byłem coraz starszy, ale udawałem, że faktycznie ich wypatruję.

Misie znane są z tego, że wywołują wspomnienia z dzieciństwa u każdego. Ewa Drzyzga i Anita Werner. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Maja Ostaszewska też długo wierzyła w magiczne pojawienie się prezentów pod choinką. – Potem to był rodzaj gry, zabawy między mną z rodzeństwem a rodzicami, że to Aniołek je tam zostawia. A teraz moje dzieci, które mają 9 i 11 lat, robią to samo – śmieje się Maja. – Kiedy byli mali, 6 grudnia w ich pokojach sypaliśmy trochę igiełek, zostawialiśmy kaloszami ślady Mikołaja, uchylone okno, więc długo wierzyły. Ale raz nas nakryły i znalazły w szafce torby z prezentami. I choć nie mają złudzeń, nadal bawią się z nami w te czary-mary. To daje tyle radości.

U Katarzyny Kolendy-Zaleskiej wszystko udawało się dzięki grze w skaczące kapturki. – Mój mąż zawsze zabierał naszą córkę do innego pokoju, żeby w nie zagrać. Ja kładłam prezenty pod choinką, a potem dzwoniłam do drzwi, że niby Aniołek przyszedł, i malutka Ania z wypiekami wybiegała zobaczyć, co się dzieje – opowiada Kasia. Od lat to ona odpowiada za prezenty w rodzinie, kupuje je nawet sobie, ale zawsze też może liczyć na niespodziankę od taty. 

– Kiedyś, gdy grałam w tenisa, miałam już bardzo zdezelowaną rakietę i za jego sprawą pod choinką znalazłam piękną, nową. Bardzo to zapamiętałam, bo nikomu nie mówiłam, że przydałaby się nowa, a tata się domyślił – mówi.

Justyna Pochanke i Olivier Janiak akcję Kup Misia wspierają od początku jej istnienia Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Agnieszka Woźniak-Starak szybko pozbyła się złudzeń. – Mikołaj przyszedł do mnie w kapciach mojego taty i trudno mnie było przekonać, że może je tylko od niego pożyczył – mówi Agnieszka. Była jedynaczką, najmłodszym dzieckiem w rodzinie, obsypywanym prezentami. Długo też miała przywilej ich rozdawania. – Aż pewnego dnia dzieci mojego kuzyna zaczęły je roznosić, a ja uświadomiłam sobie, jaka jestem już dorosła – śmieje się. 

Piotra Kraśkę krępuje otrzymywanie prezentów. – W każde święta powtarzam: „Ach, po co wydawaliście pieniądze. Przecież nic nie potrzebuję i wszystko mam”. To okropne, wiem, ale nie umiem w sobie tego zwalczyć i współczuję mojej żonie i rodzinie. Sam za to bardzo lubię je dawać i niektóre mam już kupione o wiele wcześniej – mówi. 

Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan z Misią Agą i Misią Kasią Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

W bańkach i w piórkach

Prawie na każdej choince musi zawisnąć kilka bombek z dzieciństwa, tych najcenniejszych, sentymentalnych. Piotr Kraśko ma ulubione samochodziki – pudełka z nimi czasem się znajdują, a czasem nie. Maja Ostaszewska lubi choinki obwieszone konikami, sarenkami, autkami, pingwinami, ciasteczkami. Na jej choince są klasyczne, staroświeckie bombki, ale także ozdoby drewniane, ze słomy i najważniejsze, te zrobione przez dzieci. – Każdego roku pieczemy wspólnie pierniczki i część z nich także wieszamy na choince – mówi Maja. 

Katarzyna Kolenda-Zaleska chciałaby udekorować stylowo drzewko, na przykład całe na srebrno, ale wtedy jej córka protestuje, że przecież muszą zawiesić bańki, czyli po krakowsku bombki, z dzieciństwa. Tradycja zwycięża. Także w tym, że choinkę ubierają dopiero 24 grudnia rano. 

Agnieszka Woźniak-Starak lubi cieszyć się nią już wcześniej i co roku ma różne koncepcje, jeśli chodzi o dekoracje. Miała już choinkę całą w piernikach, a dwa lata temu zamarzyła o pięknej czerwonej, przystrojonej w pióra. Ale jedynie znajomi, którzy przyszli na śledzika, mogli ją podziwiać. Niestety stała tak blisko kominka, który zimą jest zawsze używany, że nie można go było rozpalić. – Po dwóch dniach trzeba było ją rozebrać, jeszcze przed Wigilią. Na szczęście jechaliśmy na święta do Zakopanego – opowiada Agnieszka.

Przytulanie ma moc! Anna Lewandowska Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Każdy śpiewa lepiej lub…

– Nasza rodzina jest wyjątkowo niemuzykalna. Zamiast śpiewania kolęd u nas jest słuchanie – mówi Agnieszka Woźniak-Starak. – Ja też podśpiewuję jedynie do tych puszczanych z płyt – wyznaje Piotr Kraśko. Za to w domu Mai Ostaszewskiej odbywały się koncerty ze śpiewaniem kolęd na głosy. – Mój tata i brat są muzykami. Grali na fortepianie i śpiewaliśmy z wielką przyjemnością – wspomina Maja.

Pośpiewać kolędy chodzimy też do kościoła na pasterkę. – Kiedy jesteśmy na wsi, to dzieci nas wyciągają na mszę o północy – mówi Piotr Kraśko.

Pasterka miała też inną rolę do odegrania w czasach, kiedy nasi bohaterowie byli nastolatkami. – Chodziło się, żeby spotkać kolegów – przyznaje Agnieszka Woźniak-Starak. 
– W liceum, potem na studiach, szliśmy grupą znajomych, żeby sobie jeszcze potem gdzieś razem pójść. Teraz mamy inny zwyczaj – dzień przed świętami organizuję spotkanie kilkunastu koleżanek z liceum i ze studiów w jednej z krakowskich kawiarni. To taka nasza wigilia – opowiada Katarzyna Kolenda-Zaleska.

Raz złapane, już z rąk nie były wypuszczane. Małgorzata Socha, Michel Moran. Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Na pokładzie

Piotr Kraśko, kiedy był korespondentem telewizji w USA, utknął na 14 godzin w przedświątecznym korku między Waszyngtonem a Nowym Jorkiem, z którego miał lot do Warszawy. Poleciał dopiero następnego dnia i noc wigilijną spędził na pokładzie samolotu, licząc po cichu, że stewardesy Lufthansy będą przebrane za panie Mikołajowe. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Nawet pilot w duchu poprawności politycznej nie życzył Merry Christmas.

Tylko raz poza Krakowem, w Meksyku, spędzała Wigilię Katarzyna Kolenda-Zaleska, bo jej tata miał tam wykłady. – Udekorowałyśmy drzewko na plaży, mama przywiozła grzyby z Polski, ale ugotowała je w wodzie z solą morską i nie nadawały się do jedzenia – wspomina Kasia. 

Z jedynych świąt spędzonych w ciepłych krajach Maja Ostaszewska pamięta wielką tęsknotę za bliskimi i zimowym klimatem.

Raz złapane, już z rąk nie były wypuszczane. Mali aktorzy Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Święta to…

– Wzruszam się, kiedy widzę, jak moje dzieci przeżywają ten świąteczny czas. Dla mnie nadal są magiczne, zwłaszcza kiedy spędzamy je na Mazurach, gdzie jest rozgwieżdżone niebo, gdzie siadamy do kolacji w dawnej stajence przerobionej na kuchnię i jadalnię. Obok nas są zwierzęta, konie, ich obecność sprawia, że święta mają piękny wymiar. W pierwszy dzień świąt staramy się pojechać konno do lasu – mówi Piotr Kraśko.

– Przez lata przyjeżdżali do nas przyjaciele rodziców z dwiema córkami w moim wieku. To były najfajniejsze wigilie – wspomina Katarzyna Kolenda-Zaleska. Przydał się też raz talerz dla zbłąkanego wędrowca, kiedy zaprosili na Wigilię pochodzącego z Rosji stypendystę taty. – Był zachwycony. My śpiewaliśmy kolędy, mama grała na fortepianie, a on śpiewał nam swoje piosenki.

– Rodzice tuż przed moim urodzeniem zafascynowali się filozofią buddyjską i święta nie miały dla nas charakteru religijnego, ale zawsze były bardzo rodzinne – opowiada Maja Ostaszewska. To czas na rozmowy, ciepło, spacery. Bez pędu. W skupieniu na sobie nawzajem. To także wylegiwanie się na kanapach w piżamach, tulenie, oglądanie filmów i jedzenie pyszności. Rytuałem są w jej domu spacery po Warszawie i oglądanie świątecznych dekoracji na Trakcie Królewskim wiodącym z Wilanowa do placu Zamkowego. 

Wybór jest jeden. Monika Olejnik i Agnieszka Cegielska Fot. Cezary Piwowarski/Fundacja TVN

Agnieszka Woźniak-Starak uwielbia, kiedy w święta jest tłoczno. Tak zawsze było na wigiliach u dziadków ze strony mamy. – Potem spotykało się nas coraz mniej i to było smutne. Odkąd obchodzimy święta z rodzicami i teściami, znowu jest nas dużo – mówi Agnieszka. W górach spędza je zawsze aktywnie. Albo na nartach, albo tak jak w ubiegłym roku – w drugi dzień świąt weszła wraz z rodziną na Giewont. – Byłem jedynakiem i zawsze marzyłem o wielkiej rodzinie, domu z dużą choinką, pod którą jest pełno prezentów, i teraz to mam. I już czuję, jak będę się cieszyć, kiedy pojawią się wnuki – żartuje Piotr Kraśko.

Bez czego nie byłoby świąt? – Bez ludzi! – odpowiadają.

Tekst Magdalena Majewska