fot. iStock

Cenny składnik: śluz ślimaka

Ślimaczy śluz? Nie brzmi to może przyjemnie, ale na urodę działa znakomicie. Warto poszukać tego cennego składnika w kremach do twarzy i produktach do pielęgnacji ciała.

Naukowców od lat fascynuje szybka regeneracja tkanek u tych sympatycznych skądinąd mięczaków. Gdy ślimak choćby lekko się zrani, jego organizm natychmiast produkuje lepką, pełną gojących składników wydzielinę. Ranka się zasklepia bez blizn i przebarwień.

Kosmetyki ze śluzem ślimaków są coraz popularniejsze. Bo po prostu są skuteczne. Ślimaczy śluz to kompleks składników tak przemyślnie dobranych przez naturę, żeby wzmacniały nawzajem swoje działanie. Dzięki temu kremy ze śluzem zapewniają pełną pielęgnację, bo jednocześnie nawilżają, stymulują odnowę tkanek i odżywiają. Dodatkowo mają działanie ujędrniające, opóźniają procesy starzenia, a nawet odmładzają. Ślimacze składniki znaleźć można również w kosmetykach do skóry z niedoskonałościami, plamami, drobnymi bliznami (także po trądziku), bo wpływają na wyrównanie kolorytu, wzmacniają tkanki i wyraźnie wygładzają skórę.

Ślimak, który leczy  

Pierwszym zadaniem, jakie powierzono śluzowi ślimaka, było leczenie blizn po oparzeniach. Zapewne mamy smarujące taką maścią swoje dzieci nawet nie wiedziały, co znajduje się w środku. Naukowcy z branży kosmetycznej na dobre zainteresowali się ślimaczym śluzem po tym, gdy pracownice chilijskiej farmy, na której hodowano ślimaki dla francuskich restauratorów, zauważyły, jak wspaniale wyglądają ich dłonie. Skóra była zdrowa, młoda, bez żadnych plamek, piegów, blizn po zadrapaniach. I tak 20 lat temu wyprodukowano pierwszy współczesny kosmetyk zawierającący ślimaczy śluz. Szybko zainteresował się nim koreański przemysł drogeryjny.

Światowe mięczaki

Koreanki i Japonki, dla których idealna skóra jest najważniejszym atrybutem urody, oprócz kremów i maseczek ze śluzem ślimaków chętnie korzystają też z sesji spa z żywymi, specjalnie hodowanymi ślimakami. Wędrujące po twarzach Azjatek mięczaki lekko masują ich buzie, a świeży śluz odżywia, nawilża i dodaje cerze blasku.

Jeden z nowojorskich dermatologów proponuje w swoim gabinecie przy Park Avenue podobny zabieg za 300 dolarów, ale bez udziału żywych ślimaków. Pozyskany wcześ-
niej śluz jest wprowadzany pod skórę przy pomocy mikronakłuć.

Szybka ślimacza regeneracja

Europejskie klientki dużo dłużej przekonywały się do tego nietypowego składnika, co jest o tyle dziwne, że przetworzony do celów kosmetycznych śluz ślimaka nie ma żadnego specyficznego zapachu ani konsystencji, które przypominałyby produkt wyjściowy. Przemysł kosmetyczny opracowuje coraz doskonalsze metody pozyskiwania, oczyszczania i wydobywania ze śluzu cennych składników. I co najważniejsze – ślimaki w ogóle przy tym nie cierpią, bo śluz podkradany jest ze śladu, jaki zostawia po sobie mięczak.

Teskt: Aneta Radziejowska