Mam prawo czuć to, co czuję
Wielu rodziców ma problem z akceptowaniem trudnych emocji dziecka, takich jak smutek, złość, niechęć. Gdy maluch płacze, zabawiają go, odwracają uwagę. Gdy się uderzy, przekonują: „Już nie boli”. Takie postępowanie odbiera dziecku możliwość rozumienia własnych emocji. A kiedy człowiek nie wie, co czuje, nie umie także wybierać w zgodzie ze sobą. Nie będzie doskonalił sztuki podejmowania decyzji.
Warto dawać dziecku akceptację nie tylko dla jego radości, uśmiechu i spokoju. Gdy maluch czuje złość, dobrze jest to nazwać: „Widzę, że się gniewasz”. I nic więcej. Być obok. Przytulić, gdy trzeba. Powstrzymać jedynie, gdy dziecko chce sobie lub komuś zrobić krzywdę.
Samodzielnie wybieram przyjaciół
Jako rodzice spotykamy się często z ludźmi, którzy też mają małe dzieci. Czasem się z nimi zaprzyjaźniamy, chcemy wspólnie chodzić na spacery do parku, spędzać czas na placu zabaw czy jeździć na wakacje. Ale to, że dorośli się lubią, nie znaczy, że ich dzieci mają obowiązek pałać do siebie sympatią. Nie oczekujmy, że dziecko posłusznie polubi kogoś, by zadowolić rodziców. W dzieciństwie spotyka się wielu rówieśników – niech syn lub córka samodzielnie wybiorą sobie bratnią duszę. Z samodzielnego podejmowania decyzji przez dzieci wynika zazwyczaj więcej dobrego niż złego.
Moi rodzice szanują siebie i innych
Dziecko uczy się przez obserwację. Najlepszą nauką sztuki wyboru jest dla nich obserwowanie rodziców, którzy w domu dyskutują, radzą się siebie nawzajem, mówią spokojnie i otwarcie, co myślą, a to wszystko dzieje się w atmosferze szacunku. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy mama mówi: „To dla mnie ważne, żeby pójść na studia. Zastanawiam się, czy się na nie zdecydować”, a tata odpowiada: „Porozmawiajmy o tym. Jakąkolwiek decyzję podejmiesz, będę cię wspierać”. Słuchanie takiej rozmowy to dla dziecka informacja, że bliscy ludzie mogą dyskutować, nawet mieć różne opinie, ale szanują wybór drugiej osoby.
Warto też zwrócić uwagę, czy dziecko nie jest zbyt często świadkiem rozmów pełnych krytyki. Wszystkim nam się zdarza oceniać znajomych, krewnych czy choćby znane osoby. Postarajmy się ograniczać takie komunikaty z różnych powodów, także dlatego, że mogą wywoływać u dziecka lęk („A co jeśli o mnie też tak będą mówić?”, „Na pewno mną też się kiedyś rozczarują”). Atmosfera akceptacji i tolerancji to dobry klimat dla wychowania człowieka ufającego własnym siłom i rozsądkowi.
Ja sam!
Idealnym wstępem do samodzielnego podejmowania decyzji przez dzieci jest rozszerzanie diety metodą BLW (Baby Led Weaning, w polskiej wersji: Bobas Lubi Wybór).
Gdy dziecko umie już stabilnie siedzieć, zaczynamy podawać mu nowe pokarmy, ale nie w postaci papki, tylko miękkich cząstek, które niemowlę samo paluszkami wkłada sobie do buzi.
Maluch siedzi przed talerzem np. z ugotowanymi warzywami: różyczkami brokułu, słupkami miękkiej marchewki czy ziemniaka. Sam wybiera dla siebie to, co kusi, sam je i decyduje, kiedy ma dosyć. Samodzielność dziecka powinna cieszyć rodziców.
Dziecko ma ważne powody
Czasem dzieci uparcie odmawiają noszenia konkretnych ubrań, np. sztywnych spodni, skarpetek z grubym szwem, szorstkich swetrów, bluz, rajstop. To nie jest widzimisię, ale wynika z wysokiej wrażliwości na bodźce (obserwuje się ją u ok. 15 proc. populacji). Szorstkie, ciasne ubrania sprawiają ogromny dyskomfort, wręcz ból. Jeśli będziemy zmuszać dziecko do noszenia czegoś nielubianego, będzie ono rozdrażnione, niespokojne, a z czasem zacznie myśleć, że jego odczucia i potrzeby nie zasługują na szacunek. Stanie się podporządkowane – to znaczy bezwolne. Zabijemy samodzielność dziecka.
Jak to działa?
Świadome i odpowiedzialne decydowanie to złożony proces. Składa się na niego szereg umiejętności, które stopniowo zyskujemy w ciągu dzieciństwa, a potem korzystamy z nich przez całe dorosłe życie. To m.in. takie przekonania na własny temat:
- Rozumiem, co czuję. Akceptuję swoje uczucia, bo wiem, że mam do nich prawo.
- Widzę różne możliwości, zastanawiam się nad konsekwencjami. Nikt mnie w tym nie pospiesza. Mam prawo przemyśleć spokojnie to, co dla mnie ważne.
- Nie boję się, że rodzice przestaną mnie kochać, gdy popełnię błąd. Czuję ich akceptację nawet wtedy, gdy źle pójdzie mi w szkole albo stłukę talerz. Oni wiedzą, że chcę dobrze. Rozumieją, że jeśli mi się nie uda, to jest mi przykro i nigdy nie mówią o mnie źle (np. oferma, niezdara, leń).
- Przyjmuję naturalne konsekwencje decyzji. Jeśli zdecyduję się nie jeść obiadu, będę czuć głód. Rodzice pozwalają mi to poczuć. Nie stosują za to żadnych kar, które nie mają związku z podjętą przeze mnie decyzją (np. „Jeśli nie zjesz obiadu, to nie obejrzysz bajki” – takie stawianie sprawy nie ma sensu).
- Daję sobie czas na ocenę, czy wybór był słuszny. Mogę to przemyśleć. Mogę o tym porozmawiać, ale nie muszę się tłumaczyć rodzicom. Oni mi ufają, wiedzą, że umiem wyciągać wnioski.
Tekst: Joanna Szulc